poniedziałek, 30 stycznia 2012

Żydowski ślub



To, co trzeba o Izraelu wiedzieć to - między innymi - to, że jest to kraj o wiele mniej demokratyczny i świecki niż sami siebie prezentują. Brak publicznego transportu w Szabat, kalendarz dostosowany do religijnego czy brak świeckich małżeństw tak mocno wbiły się już w izraelską rzeczywistość, że nikt ich nie kwestionuje. No ale do rzeczy.

Kilka dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w prawdziwym żydowskim ślubie. Żydowskim, bo - jak wspomniałam - nawet osoby średnio religijne nie mają wyboru i muszą mieć ślub religijny. Nie tylko podkreśla to wagę wartości jaką jest dane wyznanie, ale także skutecznie utrudnia "mieszanie" się grup wyznaniowych.

Mój przyjaciel Michael brał ślub z Riki. Ślub ogroooomny - jak na śluby izraelskie przystało - na grubo ponad 300 osób. Byłam bardzo podekscytowana, wybrałam się z mamą na zakupy, nabyłam odpowiednią sukienkę, buty, rajstopy, bolerko, prezent, odliczałam i się stresowałam.

Było naprawdę przecudownie: jedzenie, ludzie, stroje, państwo młodzi, obrzędy.
filmik jest nieco długi (4 minuty!!!), ale niektórych momentów postanowiłam nie skracać - na przykład modlitw (a są one śpiewane), bo dla moich uszu to naprawdę niezwykła muzyka.

Ślub odbył się w Tel Awiwie, gdzie zatrzymałam się u przyjaciela Tala, Yshaya. Kiedy wróciłam z wesela i otworzyłam drzwi mieszkania to jednak nie Yshay na mnie czekał, co zobaczyć można na filmiku... :)

~~~~
layla tov
czyli dobranoc :)

środa, 25 stycznia 2012

via dolorosa



Ulica Via Dolorosa jest z pewnością jedną z najważniejszych w historii świata - 2000 lat temu Chrystus szedł tu ze swoim krzyżem. Pisałam o tym już rok temu, więc blablabla, nie warto teraz, teraz czas na coś nowego.

A nowością jest dach. Nie każdy wie - dotyczy to nie tylko turystów, ale i tubylców - że wiszący nad tą gwarną, targową ulicą dach jest bardzo prosty do zdobycia, wystarczy się wspiąć po schodach przy pewnym domu i ot, od razu świeże powietrze, odludzie, cisza i spokój. Co kilka metrów można obejrzeć sobie, co cię dzieje na dole, popatrzeć na łysiny amerykańskich turystów i przestudiować brody ultraortodoksów.

Lubię siedzieć na najwyższych miejscach świata (tak w ogóle to nie za bardzo jednak przepadam za GÓRAMI) i po prostu gapić się w dół. Bez względu na to, jak zajęta jestem, nigdy nie żałuję takich momentów.

Na filmiku jeszcze hummus (och! ach! o jejku!) i obiadowe miseczki, które sobie z Talem kupiliśmy. Sprzedawca mówił przynajmniej w 6 językach (hebrajski, rosyjski, arabski, hiszpański, polski, angielski) i to dobrze na tyle, żeby utrzymać porządną rozmowę. Jejku.

wtorek, 24 stycznia 2012

koncert Tala



tal
mental
experimental


Kiedy podróżuję i rzadziej, kiedy "stoję w miejscu", piszę pamiętnik/dziennik/cokolwiek. zapisuję myśli swoje i innych, cytaty, przypomnienia obrazy, dźwięki, sytuacje, wszystko. wklejam bilety, etykiety, rachunki, paragony, wycinki z gazet i zdjęcia. na co dzień nie jestem sentymentalna, ale widocznie potrzeba wspominek we mnie siedzi i tak się właśnie zaspokaja.

W każdym razie. Mniej więcej od września co kilka wpisów pojawiała się wzmianka, ze jestem strasznie zmęczona i naprawdę potrzebuję snu. szczególnie ostatnie 3 tygodnie były dla mnie pod tym względem ciężkie: stres przed wyjazdem, nauka, terminy...

Tu, w Izraelu, po 3 dniach ciągłych drzemek i długich przespanych nocach uświadomiłam sobie, że w zasadzie dawno nie miałam takiego maratonu snu. w efekcie, moja cera teraz wygląda wyśmienicie, zimno z ust zniknęło, jestem pogodna i radosna i czuję się zdrowo. lenistwem funduję sobie porządne spa.

dwa dni temu Tal miał koncert, cały dzień był podekscytowany, chodził w tę i z powrotem, nie mógł sobie miejsca znaleźć. Myślę, że koncert udany - mnie przynajmniej się podobał bardzo!

sobota, 21 stycznia 2012

Shabat Shalom czyli dzień 2



będzie krótko i na temat:
1. wycieczka na shuk (targ) okazała się niemałą niespodzianką: nie tylko odkryłam ogromną ilość warzyw, o których istnieniu (lub wyglądzie) nie miałam najmniejszego pojęcia, ale jeszcze kupiłam przesłodkie i ultratanie pomarańcze, sztuk 10, kilogramów ponad 5 (bo każda pomarańcza wielkości mojej twarzy!!!), złotych 12. wow. żyć nie umierać.

2. szabat, a więc dzień wolny od wszystkiego, zaczyna się już w piątek przy zachodzie słońca (słońce zaczyna zachodzić ok. 16, wszystko staje się różowawe i takie rozmarzone), więc w zasadzie już od 12 można wyczuć jakąś specjalną atmosferę tego święta: ludzie jacyś bardziej życzliwi, mniejszy ruch na ulicach (podczas szabatu nie ma go wcale), odświętne ubrania;

3. ponieważ wszystko już o 16 jest zamknięte, a duża część osób jest niewierząca, Izraelczycy umilają sobie czas w różnoraki sposób - znajomi Tala zorganizowali w swoim popołudnie koncertów, gdzie można było przyjść, zjeść zupę grochową lub szpinakową (!) i posłuchać muzyki "niekonwencjonalnej". fajnie było.

4. jedzenie, które w Izraelu kocham: ciecierzyca, ciecierzyca i ciecierzyca...

piątek, 20 stycznia 2012



Tak, tak, tak, znów Izrael.
Pojawiłam się tutaj znienacka i z żadnym właściwie konkretnym planem. Ponieważ chciałabym tu dłużej kiedyś pobyć (rok? dwa? pięć?), ten wyjazd ma być poznaniem Izraela od tej strony. No dobra, nie tylko o to chodzi, ale o reszcie może innym razem, a może wcale.

Więc tak, pogoda jest przesłodka, 15 stopni, więc ukrop nie powala, a chłodek nie zniechęca. Czasem pada, grube i ogromne krople przypominające granaty spadają z nieba i tworzą się nagle ogromne rzeki, potoki na ulicach. Buty mokre, mokra kurtka, mokre włosy. Prysznic za darmo.

Wczoraj poszłam wieczorem na spacer, usiadłam w jednej kawiarence na mojej ulubionej ulicy, piłam gorące, parujące mleko z piankami marshmallow, gdy wtem.. nieznany młodzieniec ukazał się mym oczom i tanim podrywem ("dziewczyna mnie właśnie rzuciła") próbował mnie zaprosić na wieczorne party. Gdy to nie skutkowało, obdarował mnie kwiatkiem, który - mimo swojego uroku - też mnie nie przekonał. Zniechęcony poszedł szukać wielkiej miłości dalej.

Tak to właśnie jest z Izraelem. Ile razy mam chwilę zastanowienia czy znudzenia, ktoś się pojawia, coś się dzieje. Tu się nudzić nie da.