poniedziałek, 14 listopada 2011

Jesieni oddech na moim karku


Lubię na jesień ostre światło, które się ściera z mrozem, wszystko jest wtedy jakby za jakąś mgłą, także ja cała w jakimś kokonie, swetrze ciepłych myśli. Mleczne powietrze rozbudza, ale też wprowadza mnie w jakiś paniczny lęk przed opuszczaniem tego, co znajome: łóżka, pokoju, domu, miasta, siebie samej - dzielenia się swoimi zagwozdkami z innymi. Boję się, że to powietrze przeniknie mnie do szpiku kości lub że inni tym mrozem przeniknięci mnie rozbiją na kawałki. No więc siedzę w domu, ciągle marznąc na duchu i odliczając dni do Izraela, a ich już tylko 12 zostało.

Czy nam ta jesień jest w ogóle potrzebna...?

Im więcej czytam, tym bardziej się ekscytuję na tę podróż. Lubię spędzać czas w łóżku, szczególnie - choć to nie przystoi - czytając właśnie, pożerając kolejne paragrafy i rozdziały. [Uwaga, to zabrzmi dość jesiennie] Im dalej jestem od ludzi, tym bardziej mi komfortowo i ciepło, szczególnie na myśl o słonku, którego promienie niedługo będę czuć na twarzy i odsłoniętych kolanach.

No, benjinhos dla wszystkich.

2 komentarze:

  1. Świetny blog:) tak czytam, czytam.. i nie mogę się oderwać!! Przymierzam się do przeczytania wszystkiego od początku:)I zdjęcia jakie cudne:) Pozdrawiam!E.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, wow! Dzięki!
    /Pozdrawiam!S. ;) /

    OdpowiedzUsuń