piątek, 25 listopada 2011

...pero la mejor escuela de la vida es poder viajar...

odliczanie się już skończyło, 24 dni minęły niezwykle szybko, a z każdą godziną coraz mniej mnie było w Polsce (co jest także prawdą w wymiarze "fizjonomicznym", bo nieco ostatnio chudłam). Ciężko było mi się skupić, szczególnie przez ostatnie dwa dni, na sprawach przyziemnych, myśląc raczej o czekającym mnie locie.

Przede mną wiele wrażeń, umówionych spotkań, wyznaczonych celów. Mdleję, gdy pomyślę o tym, że za dwa dni spotkam zaangażowanego artystę, a za cztery sławę socjologii izraelskiej, skóra mi mięknie na samą myśl o zbliżającej się kąpieli błotno-solnej w Morzu Martwym, a brzuch wesoło burczy na wspomnienie hummusu. Wiem, że to będzie wspaniała podróż - całe to oczekiwanie jest wspaniałe, szczególnie, że zazwyczaj żadnej z moich podróży ono nie towarzyszy. Oczekiwania są ogromne, ale przecież to jasne, że Izrael to Izrael - cokolwiek by się nie (!) działo, i tak będę zadowolona.

Do przeczytania, a jak zatęsknicie, zobaczcie, gdzie jestem:

poniedziałek, 14 listopada 2011

Jesieni oddech na moim karku


Lubię na jesień ostre światło, które się ściera z mrozem, wszystko jest wtedy jakby za jakąś mgłą, także ja cała w jakimś kokonie, swetrze ciepłych myśli. Mleczne powietrze rozbudza, ale też wprowadza mnie w jakiś paniczny lęk przed opuszczaniem tego, co znajome: łóżka, pokoju, domu, miasta, siebie samej - dzielenia się swoimi zagwozdkami z innymi. Boję się, że to powietrze przeniknie mnie do szpiku kości lub że inni tym mrozem przeniknięci mnie rozbiją na kawałki. No więc siedzę w domu, ciągle marznąc na duchu i odliczając dni do Izraela, a ich już tylko 12 zostało.

Czy nam ta jesień jest w ogóle potrzebna...?

Im więcej czytam, tym bardziej się ekscytuję na tę podróż. Lubię spędzać czas w łóżku, szczególnie - choć to nie przystoi - czytając właśnie, pożerając kolejne paragrafy i rozdziały. [Uwaga, to zabrzmi dość jesiennie] Im dalej jestem od ludzi, tym bardziej mi komfortowo i ciepło, szczególnie na myśl o słonku, którego promienie niedługo będę czuć na twarzy i odsłoniętych kolanach.

No, benjinhos dla wszystkich.