wtorek, 9 sierpnia 2011

Lepzig - the city of viel SpaB

(post pisany na niemieckiej klawiaturze, bez polskich znakow, przepraszam!)

Idea byla taka, ze szybko wskakuje w szybki pociag i szybko w Berlinie jestem. Kiedy pociag sie zatrzymal, automatyczny podjazd dla niepelnosprawnych sie wysunal pod drzwiami, a ja nacisnelam zielony guzik, z wagonu wylala sie masa ludzka, masa po-woodstockowa. Nie udalo mi sie do niego wsiasc.


Nastepny pociag za pol godziny, mysle, ze to nie tragedia, poczekam. Sytuacja niewiele sie roznila od poprzedniej, zreszta nastepny pociag tez byl tylko powtorka poprzednikow. Wzielam sie na sposob i wskoczylam do nastepnego pociagu, jadacego do Kostrzyna, zeby byc w wagonie jako pierwsza i w ten oto sposob, okropnie spozniona, dotarlam do Berlina. Plusem tak zapakowanego pociagu byl brak kontroli, wiec zaoszczedzilam na bilecie. Zaoszczedzilam... Hahaha, w sumie, biorac pod uwage, ze godzinna podroz z Berlina do Leipzig kosztuje 43e, nie jestem pewna, czy w ogole moge mowic o jakiejkolwiek oszczednosci.


No, ale dotarlam do Lipska, miasta o tradycjach wolnosciowych, wyzwolenczych i komunistycznych. Wszystkie te trzy aspekty sie mieszaja, na ulicach mozna zobaczyc po troche z kazdego, jednak goruje dobry smak umiar.


Lipsk to - ku mojemu zdziwieniu - miasto doktora Faustusa. Znajduje sie w centrum miasta taki asaz handlowy, w ktorym z kolei znajduje sie piwnica, w ktorej akcja jednej ze scen dziela Goethego sie toczyla. Naprawde, stalam oniemiala, bez glosu, gapiac sie na pomnik.


Kolejna niespodzianka byl dla mnie fakt, ze Martin Luther King (nie "Ring" :P) urodzil sie i spedzil pokazna czesc swojego zycia wlasnie tutaj. W zasadzie, chodzilam po ulicach, po ktorych taki gosc kiedys chadzal... No, ale, jak powiedzialam, Lipsk ma pewne tradycje wolnosciowe - to nie tylko Martin Luther, ale i rozne fakty z historii, na przyklad to, ze "pokojowa rewolucja" (ta, ktora doprowadzila do upadku Muru Berlinskiego) zaczela sie w Lipsku wlasnie. To miasto jest przesiakniete wolnoscia i mozna to w powietrzu wyczuc.

Musze przyznac, ze w swoim podrozowaniu wykazalam sie pewna naiwnoscia. Do zeszlego miesiaca "podroze" i "Niemcy" nie szly w parze w mojej glowie. Z gory zakladalam, ze w tym ogromnym, 80milionowym panstwie nie ma NIC do zobaczenia. W zeszlym miesiacu, zastanawiajac sie, jak dalej pokierowac moje zwiedzanie swiata, doznalam wielkiego zdziwienia, uswiadamiajac sobie, jak duze Niemcy sa. Z czystej logiki wynikaloby, ze na tak ogromnej powierzchni powinno sie znajdowac choc jedno fajne miejsce.


W Lipsku odleglosc moznaby mierzyc, jak zgodnie ustalilismy z Danielem, parkami. Tak jak w dawnych czasach mierzono odleglosc szczegolnymi miejscami w terenie (duze drzewo, wawoz...) tak tutaj wspanialym wyznacznikiem bylyby parki i skwery. Wlasciwie co 100-300 metrow znajduje sie jakis, wiec w zasadzie kazda droge moznaby nimi opisac. Szkoda, ze nie ma tu moich harcerzy, urzadzilabym pokrecona gre terenowa...


Wykorzystujac naturalne udogodnienia, wlasciwie caly dzien spedzilismy przewalajac sie po roznych trawnikach w parkach. Slonce bylo przyjemne, cala pogoda byla niczego sobie, wiec wlasciwie - dlaczego nie? Podrozowanie to chyba nie (tylko) odhaczanie zabytkow na liscie, ale tez *bycie* w miejscu, rozmowa z *ludzmi*, a z Danielem jest o czym rozmawiac.



Zamiast obiadu urzadzilismy sobie piknik(as)...


... obserwujac prawdziwie letnia jesien, wirujace na wietrze pozolkle liscie...


... by po chwili cierpiec z powodu siarczystego (czy to wlasciwy przymiotnik?) deszczu, ktory nie pozostawil na nas suchej nitki.


Piknik dokonczylismy w akademiku. W akademiku. Akademiku. To slowo zupelnie nie oddaje tego, czym wlasciwie niemieckie akademiki sa. Daniel mieszka w duzym mieszkaniu na trzecim pietrze, niedaleko centrum miasta. W mieszkaniu sa dwie lazienki, kuchnia i trzy duze pokoje. Jeden z nich, zamykany na klucz, w pelni wyposazony, to pokoj Daniela. Za taki akademik studenci placa 800 zl miesiecznie. Boze, dlaczego musi mnie dotyczyc polski system edukacji...


Wieczorem wdrapalismy sie na najwyzszy drapacz chmur...


... by powiedziec "dobranoc" zaspiajacemu miastu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz