niedziela, 10 lipca 2011

Yerushalaim

Pół roku temu odwiedziłam Jerozolimę, jej stare (i to słowo naprawdę tu pasuje!) miasto. Tym razem postanowiłam zobaczyć, jak się ma dzisiejsze Jeruzalem. Ma się - i to najważniejsze.

Całe miasto wygląda tak. Całe, prócz tych części, gdzie jakiś mędrzec postanowił wybudować drapacz chmur czy tych, gdzie powstały jakieś obrzydliwe, betonowe bloki. No ale jednak, większość budynków to raczej jak te na zdjęciu.


Ale Jerozolima to też brak smaku, duuużo takich "ozdób" jak ten przenieładny lew na balkonie.


To też bieda, to zaniedbane, brudne ulice bez asfaltu, to pranie wiszące nad śmieciami.


Ale też - Jerozolima, nawet ta nowa, to miejsce, gdzie się historia miesza z dzisiaj. O co chodzi? O to, że nigdzie indziej nie widziałam, by ludzie sobie spokojnie gadali na ławeczce na cmentarzu, który ma z milion lat.


A to targ. Bardzo tłoczne (w uliczkach) i głośne miejsce, gdzie można wszystkie przyprawy świata i milion smakołyków, w tym mleko migdałowe, które wspaniale orzeźwia.

My udaliśmy się do baru, gdzie zjedliśmy dwa z powodów, dla których kocham Izrael - humus i falafele. Boże, naprawdę to, co jem w Polsce, nijak się ma do tego tutaj. Falafele nie są suche, a humus nie ma ostrego smaku. Przy okazji, humus...


... kiedy się go przygotowuje, wygląda tak :) przygotowanie dobrego humusu zajmuje co najmniej 24 godziny, a o co dokładnie chodzi - będzie to wyjaśnione w innym poście, bo humus zrobię sama :)


To jednak, co cały czas mnie zadziwia to to, że jeśli chcesz wejść do jakiegoś urzędu, szkoły, uniwersytetu, centrum handlowego, Twoja torba będzie sprawdzona, a bramka czujnie sprawdzi, czy pod bluzką nie trzymasz bomby.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to na serio, Izrael jest bezpieczny. Co 10 kroków można zobaczyć patrole żołnierzy z karabinami, którzy pilnują porządku i są naprawdę przemili.
[btw. Shilo jest całe okamerowane, stale patrolowane przez 3 wozy wojskowe, a u wjazdu jest punkt kontrolny; na 300 rodzin co najmniej 150 ma karabiny, a prawie każdy dorosły Żyd ma pistolet]

===============================

Było świetnie. Pod koniec naszej wycieczki, wdrapaliśmy się na dużą zieloną górę, z której było widać te wszystkie ważne religijne miejsca (Al-Aksa, Dom of the Rock, itd), gadaliśmy i wciągaliśmy żydowskie przekąski, leżąc do góry brzuchami. Było naprawdę super.

2 komentarze:

  1. Po części mogę to zrozumieć dobrze. To znaczy jadłam humus i falafele na slocie, no i były też bramki sprawdzające co chwilę opaski i zawartość torby :D Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko to jest aż niemal za ciekawe, ciekawe jest to jak oni żyją, co jedzą jak się modlą i gdzie to robią. Czytam Dh bloga i muszę powiedzieć, że nie mogę oderwać wzroku, Dh piszę o wszystkim co właśnie ciekawe. Chciałabym spróbować humusu i zrozumieć ich i ich wiarę, ogółem kulturę, więc zazdroszczę Dh :). Buzi :*

    OdpowiedzUsuń