piątek, 29 lipca 2011

Ludzie, ludzie...

Przyjechałam do Turcji zrelaksować się, pobyć sama ze sobą, pocieszyć się tym, co przeżywam w środku. Najlepszym dla mnie sposobem na to, kiedy podróżuję, jest wyjście w miasto, gapienie się na ludzi i jedzenie.
Okej, prawdą jest, że Turcja mi się nie za bardzo podoba, ale jednak ci wszyscy ludzie siedzący bez nadziei i planu na ulicy są dla mnie w pewien dziwny sposób inspirujący.


Kilka dni temu powiedziano mi, że nie powinnam jeść niczego, co kosztuje poniżej 2 lirów, ALE znalazłam taki bar, absolutnie tylko i wyłącznie z Turkami w środku, gdzie ceny są niskie, a jakość jedzenia - podobno - bardzo wysoka. Muszę przyznać, że spróbowałam wszystkiego i było pysznie i ekonomicznie - ogromny talerz jedzenia, za który zapłaciłam 8 złotych. Jedzenia bezmięsnego!

Po tak ogromnym posiłku, udałam się na sjestę, położyć się na trawie i popatrzeć na chmurki. Spotkałam jednego gościa z mojego hostelu, gościa z Ekwadoru, to bardzo ciekawe, wymieniać poglądy na temat jednego kraju, kiedy oboje pochodzimy z całkiem różnych kultur.

Policji na ulicach jest dużo, ale niezbyt zaangażowanej. Policjanci są grubi i albo siedzą i się pocą albo stoją i się gapią. Nic specjalnego, nic, co by sprawiło, że poczułabym się bezpieczniej tu.

Kukurydza w kolbach to może nic specjalnego...

... ale kukurydza gotowana w mleku, a następnie opiekana na grillu - to już coś! Już wiem, co ugotuję rodzince po powrocie...!

Mehmet, pucybut, ma 62 lata, kiedyś był nauczycielem geografii, teraz jest emerytem. Nie lubi siedzieć w domu, więc siedzi przed nim, gadając z ludźmi i do ludzi.

Może dzięki temu, że z nim pogadałam, a może dlatego, że miałam pewien dekolt na sobie, Mehmet wypucował mi buty. Zabawne, czułam się jak dawnych czasach (które znam tylko z filmów), bo z tym mi się takie obrazki kojarzą.

Kolejnym przystankiem i punktem na mojej liście były szczególne lody, zwane w Turcji dondurma. To, co jest takie niezwykłe to to, że dodaje się do nich ekstrakt z korzenia orchidei, dzięki czemu mają one nieco ciągnącą się konsystencję. Bardzo spodobała mi się pasja, z jaką ten pan wykonywał swoją pracę, więc wybrałam tę budkę.

Burak, bardzo popularne imię Tureckie, ma żonę i córkę, niedawno pracował jako sklepikarz, ale stwierdził, że na takich lodach można zarobić więcej. Nie za bardzo lubi Stambuł, chciałby mieszkać w Unii.

Alim, 66 lat, łowi i sprzedaje ryby na moście Galata. Ryby i morze zawsze były jego pasją i sumie, skoro jest singlem, to, co złowi, wystarcza mu na życie. Zapytał, czy jestem mężatką, powiedziałam, że nie, na co Alim uśmiechnął się szerzej i powiedział "tak trzymać".

Mój dzień zakończył się tak zwanym "balik ekmek" czyli bułką z rybą (3 złote). Knajpa była obsługiwana przez samych facetów (czy to reguła w Turcji...?), którzy co chwilę prawili mi komplementy, a po mojej porcji przynieśli mi jeszcze kilka darmowych herbat, mnóstwo deserów tureckich (baklawa, chałwa, itd), a na odchodne dali mi jeszcze bochenek chleba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz