czwartek, 7 kwietnia 2011

Street art

Belgrad jest miastem niezwykłym. Obrzydliwie nieładnym, szarym i betonowym, popękanym, krzyczącym i walącym się. Mimo tego jednak, przechadzki po jego ulicach dostarczają wielu naprawdę mocnych wrażeń - co kilka kroków czekają na nas ogromne murale lub małe dzieła sztuki, a zdecydowana większość z nich ma jakieś przesłanie.


Belgrad, który pamięta naloty bombowe i wojnę, nie jest najbardziej optymistycznym miastem, jakie odwiedziłam. Chodząc po jego ulicach, mam wrażenie jakiejś pustki dookoła, przerażającej ciszy. Tylko te graffiti krzyczą, tak jak ten na zdjęciu.


Począwszy od lat 80tych, władze Belgradu zaczęły zachęcać mieszkańców do tworzenia Street artu. Co więcej, co jakiś czas zaprasza się zagranicznych artystów, żeby przyjechali i "pokolorowali" miasto. Z tego, co powiedział mi jeden Serb, pokrywanie murów zwykłych budynków graffiti nie jest karalne (chyba że są to prywatne domy), dzięki czemu miasto przypomina ogromną galerię sztuki, a do tego nikomu nie chce się "tagować" zabytków.


Bardzo spodobały mi się nazwy gazet - wspaniale odzwierciedlają mój stosunek do mediów.


Cały mural wbił mnie w ziemię. Wg mojego serbskiego znajomego jest to mural z lat 80tych, wykonany przez jednego artystę z Berlina (imienia nie pamiętał, niestety). Tak czy inaczej - zobaczcie w powiększeniu te wszystkie szczegóły - zęby, na przykład.


Zdecydowana większość graffiti jest sztuką zaangażowaną. Jasne, zdarzają się też głupie i niepotrzebne tagi, jednak nie zwraca się na nie aż tak uwagi, jeśli obok widnieje ogromny mural. Wśród murali dość znaczna ilość woła o kolory w mieście - dużo motywów tęczy, różnokolorowości, kolorów spadających z nieba, czy - tak jak tutaj - wypełniających przestrzeń.

Tak czy inaczej, więcej poczytać można tutaj, jednak strona jest po angielsku :(

1 komentarz: