sobota, 9 kwietnia 2011

Spacer

Belgrad może nie jest najbardziej kolorowym miastem, jakie w życiu widziałam, ale na pewno należy do tych ciekawszych. Obskurne budynki, odpadający tynk, imponujące gzymsy -to wszystko powoduje, że spacery po Belgradzie są (nieco niepokojącą momentami) przyjemnością.


Miasto jest szare. W tej szarości wszystko ginie, wszystko się z nią stapia, więc każdy, nawet najmniejszy, kolorowy akcent wnosi wiele i przykuwa spojrzenie. Mimo jednak tej szaroburości, miasto nie przytłacza - to nie jest betonowa szarość Mińska czy Nowej Huty. To jest coś całkiem innego, nawet momentami pięknego.


W Mińsku na pewno również ludzie są interesujący. Serbowie są inni. Są zdystansowani, bezpośredni, porywczy, ale też ujmująco szczerzy i życzliwi. To wszystko widać i czuć na ulicach.


Ubrania, które dawno wyszły już z mody w "tej lepszej" (niemieckiej, francuskiej itede) Europie, tutaj są nadal używane. Absolutny oldschool, nie tylko wśród osób starszych, ale również wśród młodzieży. Szczególnie serbscy chłopacy - makabryczny brak stylu, ciuchy na pewno nie były ze sobą "komponowane".


Cóż, moje podróże i spacery po obcych miastach nierozłącznie wiążą się z ciekawymi osobowościami, spotykanymi na zakrętach i w zaułkach. Branka, sprzedawczyni kwiatów, na pewno do nich należała.

Widząc, że robię jej zdjęcie, zagadała nas. Zaczęła się wypytywać o typowe sprawy (skąd jesteście, co robicie, czemu jesteście tutaj, jak wam się podoba), po czym trochę opowiedziała o swoim życiu, z którego większą część spędziła na podróżach. Powiedziała też, że góra, na której znajduje się nasz hotel znana jest ze szpitala psychiatrycznego, który się tam mieści...

Ruszyliśmy się dalej, chodząc pomiędzy budynkami, odnajdując zaczarowane miejsca i wczuwając się w klimat miasta.
Na ulicach Belgradu niewiele jest nowych aut, zdecydowana większość pamięta czasy, kiedy się rodziłam. Fajnie, w sumie. Po kilku godzinach, pomiędzy jednym a drugim zakrętem spotkaliśmy...



... znowu panią od kwiatków. Zaprosiła nas na kawkę do siebie. Była jednak już trochę inna, trochę odmieniona -nie tylko ona, ale także jej źrenice, które teraz były wielkości główki od szpilki. No, mówiła ciekawie, choć bez sensu...


Nie wiem, ale takie obrazki są naprawdę w moim guście. Zniszczenie i brud. Ale jednak. Okej.




Policji na ulicach jest dużo, jednak właściwie ich zadanie sprowadza się do stania i czekania na koniec dnia pracy. Męczące.


Tak, ale trzeba przyznać, że park mają ładny. Tym bardziej, że pogoda ładna, słonko świeci, miła temperatura. Ptaki, kwiatki i drzewa.


Staruszkowie grający w szachy, siedzący na ławkach, wygrzewający się na słońcu., sami lub grupami.


Pod koniec dnia zostaliśmy zaproszeni na dwugodzinny rejs po Dunaju, po czym nastąpiła...


... kolacja w serbskiej restauracji.


To były przystawki...



... to danie główne...

... a to danie główne dla wegetarianów :)
fajnie, fajnie.

1 komentarz: