wtorek, 8 lutego 2011

Tel Aviv, noc 1

... więc byłam już gotowa do spania, kiedy zadzwonił znajomy i powiedział, że ma świetny pomysł... zważywszy na to, że będę tu tylko 4 dni, postanowiłam nie spać wcale lub mało, a jak najwięcej żyć dookoła i chłonąć świat i...
[wiadomość dla mamy i harcerek: oczywiście, zostawiając w hotelu informację itede]

... pojechałam z Shaharem na nocną wycieczkę po mieście, na lody. No właśnie, zima, a można skuterem w nocy, na lody ot tak, się wybrać. Shahar mówi, że zima w tym roku uważana jest za najobrzydliwszą od kilku lat - tak strasznie pada (co?!), że nikomu się na zewnątrz wychodzić nie chce, ludzie nie mają parasolek, jeszcze nigdy tak nie padało. "Tak" czyli "pół godziny mocnego deszczu co dwie godziny"...

Co do powyższego zdjęcia - fajnie wygląda witryna, a pracownikowi tego sklepu z tabaką zazdroszczę już całkiem:

Nawet, kiedy weszliśmy kupić doładowanie karty, nie przejął się, nie wstał, nie powiedział "Shalom" i w ogóle nie zareagował, dając nam do zrozumienia, że sklepów jest wiele dookoła :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz