poniedziałek, 7 lutego 2011

Odprawa celna, Izrael

Okej, wiedziałam, że będzie odprawa celna.
Okej, słyszałam, że mnie "przetrzepią" i "wezmą na gilgotki", jednak chyba nie do końca miałam pojęcie, co to dokładnie znaczy.


Odprawa celna zaczęła się 4 godziny przed wylotem (zazwyczaj check-in otwarty jest ok. dwóch godzin przed) i było "highly recoomended", żeby o tej godzinie się stawić. Równo o 7:25 przyszło 16 gości w garniturach i 6 w mundurach wojskowych, z karabinami i groźnymi minami. No, do tego jeszcze ochrona lotniskowa i służba graniczna. Każdy z przyszłych pasażerów otrzymał dwójkę osobistych "agentów", którzy zadawali szczegółowe pytania. Moja rozmowa trwała nieco ponad trzy godziny i dotyczyła zarówno tego, po co tam lecę, gdzie pracuję i dlaczego akurat ja, jak i:
- imion moich rodziców,
- data i godzina (!) urodzenia mojej siostry
- dokładna data podpisania umowy z biurem
- numer pokoju w hotelu, w którym się zatrzymam
- dlaczego bilet był tak tani
- z kim się kontaktowałam w ciągu ostatnich 48 godzin (!)
- czy kontaktowałam się z kimś w Izraelu ("nie... to znaczy tak - CouchSurfing" "O CS właśnie pytamy")
- imiona i nazwiska, stopnie naukowe opiekunów grup na studiach
- dlaczego mnie nie ma na stronie biura podróży, w którym pracuję
- numery telefonów do wszystkich wydawałoby się moich znajomych
- jak dojechałam do Warszawy, a jak do lotniska
jeezu, no wszystko i choć wiedziałam, że wszystko ze mną w porządku i że nie mam przy sobie żadnych bomb ani nie jestem żadnym zagrożeniem, pod koniec rozmowy (pomiędzy pytaniem o wizytówkę a oglądaniem mojej bielizny, bo WSZYSTKO z mojej walizki zostało wyjęte...) trzęsłam się jak galareta. Ech, jednak pytanie "więc, ile Pani siostra ma dokładnie lat?" powtórzone trzykrotnie powoduje, że zaczynam zastanawiać się nad każdym przecinkiem.

No i, pytanie "Ar jusu kalbate lietuviskai?", które padło z ust przemiłego pana agenta, rozwiało wszelkie wątpliwości - moja przeszłość i przyszłość znana jest IM na wskroś :)

do przeczytania!

=======================
grudzień 2011 update: widzę, że wiele osób korzysta z tego posta, by dowiedzieć się czegokolwiek o odprawie, wiec należy się małe wyjaśnienie; od lutego obyłam jeszcze dwie podróże do Izraela i choć z powodu tej pierwszej, niefortunnej, kontroli nadal mam mniejsze lub większe przygody - czasem tylko po przylocie do Izraela, czasem już w Polsce - nie było już tak "mocno" ani razu; pierwszy raz był taki ciężki, ponieważ:
a) leciałam z EL-ALem, linią izraelską, która ma zaostrzone regulacje bezpiezeństwa;
b) leciałam na międzynarodowe spotkanie biznesowe, gdzie miałam spotkać przedstawicieli różnych rządów i wobec tego musiałam być szczególnie sprawdzona;
i... już :)

3 komentarze:

  1. Jak będziesz wracać będzie jeszcze gorzej... będą w kółko pytać o to samo i próbować wyprowadzić Cię z równowagi. Mój bagaż był kontrolowany 3 razy i byłam taka wkurzona, że prawie zaczęłam płakać. Nocowaliśmy na CSie 3 razy, ale się do tego nie przyznaliśmy, bo stwierdziliśmy, że zapewne przysporzy nam to samych kłopotów. W zasadzie nie odnieśliśmy wrażenia, że wszystko o nas wiedzą- był tylko jeden taki moment, w którym zapytali dlaczego zostaliśmy o tydzień dłużej i gdzie się podziało te 6 osób, które powinny być z nami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, widzisz, teraz na serio oni chyba mnie w google wrzucili z jakimś dobrym filtrem, sama nie wiem! A może to to, że uczestniczę w IMTM, międzynarodowych ogromnych targach turystycznych, może się przygotowali na to, bo w sumie zamachowiec w takim miejscu to by była katastrofa.

    Dobrze, że piszesz mi tu :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa, to pewnie dlatego! Myślałam, że indywidualnie pojechałaś i strasznie mnie to zdziwiło. Jak wysiedliśmy w Tel Awiwie to służby zabrały na przesłuchanie dwie nasze koleżanki wybrane z tłumu i to było jedyne dramatyczne wydarzenie, bo nikt się tego nie spodziewał.
    A powrót, tak jak pisałam... po pierwsze zabrali nam paszporty i nikt nie potrafił powiedzieć co się z nimi stało, czekaliśmy naszą 4-osobową grupą jak na wyrok (wszyscy przechodzili dalej, a my nie mogliśmy; a to, że przyznaliśmy się do podróżowania w grupie jeszcze bardziej ich wyczuliło), przepytywało nas 5 osób- każda po kolei pytała o to samo, a później wybrali naszą koleżankę do indywidualnej rozmowy i niechcący wydało się, że nie do końca mówimy prawdę :) W końcu dotarliśmy do prześwietlania bagażu, gdzie 3 razy próbowałam przejść dalej, ale panowie nie mogli się dopatrzeć co mam w plecaku i biegałam z błagalnym wzrokiem, żeby mnie puścili, a kiedy już to zrobili i poszłam dać się przeszukać okazało się, że po drodze odkleiły mi się kody kreskowe... więc wracam na koniec kolejki do prześwietleń! I tam już nie wytrzymałam i poszłam do supervisora trochę wziąć go na litość- dzięki temu ominęłam 2 punkty programu- w tym przeszukanie mojego misternie zapakowanego bagażu. Później było jeszcze kilka kontroli, ale to już nic strasznego :)
    Wiesz, że ja ciągle liczę na to, że kiedyś zaczniesz zamieszczać duże zdjęcia? A teraz to już naprawdę będziesz musiała to zrobić :)
    Całusy!

    OdpowiedzUsuń