niedziela, 6 lutego 2011

Couching

... zaliczywszy wszystkie egzaminy, pozwoliłam sobie na małą podróż. Gdzie - okaże się na dniach, na razie chcę utrzymać tego blożka w atmosferze tajemnicy :)

Podróż podzielona jest na kilka etapów i pierwszy z nich, warszawski, właśnie się skończył.

Do Warszawy jechałam pociągiem Intercity, którego ceny są absolutnie niestudenckie. Ponieważ miałam przesiadkę w Poznaniu, a poprzedni pociąg miał duże opóźnienie (a "pociągów się w czasie remontu nie komunikuje!!!", więc jeden na drugiego poczekać nie może), musiałam pojechać dalej tym. Cóż, za taką cenę absurdalne wydaje się siedzenie w przedziale z krzykliwą nadaktywną Marynią, jej macochą, która jej nie zauważała, Ofim (jakiekolwiek by jego pełne imię nie było), który się tylko ślinił, beczał i spał i ojcem-głową rodziny, próbującym komunikować się z dziećmi po angielsku... Niestety, pociąg pełny, przesiąść się nie da.


Na dworcu czekałam na Bruna, który się trochę pogubił w tym remontowanym miejscu. Znaki i informacje absolutnie niedobrze rozplanowane.


... a oto Bruno. Tak, po raz pierwszy postanowiłam sama skorzystać z CouchSurfingu. Nie jestem propagatorem tej idei ani nie biorę na siebie odpowiedzialności za nikogo, kto by po mojej fascynacji się na niej sparzył, ale mogę powiedzieć, że uważam, że CS jest pomysłem wprost wspaniałym, pod warunkiem, że jest się ostrożnym. A o co chodzi? No, o "otworzenie" swojego domu dla turystów i pozwolenie im na spanie u siebie (lub po prostu spotkanie się na kawie i oprowadzkę), a przez to możliwość "poznania" drugiej osoby. Z moich i moich przyjaciół dotychczasowych doświadczeń wynika, że nie jest to zabawa niebezpieczna, a pozwala na poznanie ciekawych osób. Do poczytania tu.
No, a Bruno? To kanadyjski student ekonomii, w tym semestrze studiujący w Warszawie. No, ciekawa wymiana zdań.


Bruno, jako wzorowy gospodarz, ugotował mi kolację, po prostu warzywka z woka. Było pysznie, miło nam się rozmawiało. To ciekawe - tak słuchać o tym, jak miejsce, którego się niezbyt lubi, jest wspaniałe... :)


Nasza przygoda nie trwała długo, niestety, ponieważ już o 6 rano byłam na przystanku, czekając na autobus 175 jadący na lotnisko. Warszawa o 6 to naprawdę bezpieczne miejsce - nikogo na ulicach.

... a kiedy dotarłam na lotnisko, zobaczyłam, że jeszcze trochę czasu zostało nim się odprawię. A gdzie lecę? No cóż, do zobaczenia wieczorem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz