czwartek, 9 grudnia 2010

Polski stół

Długo miałam to już w głowie.

Jestem ogromną zwolenniczką podróżowania i próbowania, poznawania, doświadczania kultury poprzez język, sztukę, obcowanie z ludźmi i... żarcie! Mój australijski kolega (John) powiedział mi jakiś czas temu, że przemierzył już Europę wzdłuż i wszerz i jedyne, co teraz odwiedza, jadąc do nowego miejsca to... puby. John twierdzi, że nigdzie indziej nie doświadczysz "ichności", jak tylko tam, gdzie: 1) są ludzie, 2) jest jedzenie, 3) jest język. John niestety nie należy do osób ponadprzeciętnie wrażliwych na sztukę i architekturę, więc nie powiem, żeby to, co powiedział mnie jakoś szczególnie porwało, jednak ziarnka prawdy się w tym dopatrzeć można.

Tak czy inaczej...
[dziś zdjęcia nie moje, a Seny, bo ja, mili Państwo, nagrywałam materiał do moich badań*]


... kilka dni temu zorganizowaliśmy u Erasmusów polski wieczór, z polskim jedzeniem. Tylko tradycyjne potrawy, dużo kapuchy, mięcha i grzybów w najróżniejszym wydaniu. I żurek.

Podobno nasza kuchnia jest (jakimś) odzwierciedleniem nas samych. Cepeliny litewskie są jak Litwini - zakutani, zdystansowani, na pozór nieciekawi, a jednak z bogatym wnętrzem. Meksykanie są jak chilli con carne - "spicy", z temperamentem, konkretni. A my? Czy najbliżej nam do schabowego, bigosu czy pierogów? Szczerze mówiąc, w tym momencie czuję się nieco zawstydzona, będąc Polką.


Największym powodzeniem cieszyły się niewątpliwie krokiety z grzybami i kapustą. Nie ma się co dziwić - z tych wszystkich dań krokiety najlepiej wyglądały (przepraszam wszystkich fanów bigosu!), ale też, będąc czymś nowym (w przeciwieństwie do np. Schabowego), nie były zbyt dziwne (jak bigos właśnie). Idealne na każdą okazję, powinno się je dodawać jako premię do pensji.

No i oczywiście, jakaś taka zbiorowa fotencja tak, by można było potem wrzucić na fejsbuka i tagować się samego, dodając sobie +15 do popularności... :)
[od lewej: Sarona, Ola, Marta, Sena, Marysieńka, Sarita, Jordi, Alex i ja]

=====================================================
* ależ tak, właśnie. Wczoraj nagrałam prawie 2 godziny swobodnych studenckich rozmów, które po przeanalizowaniu stanowić będą bazę dla mojej przyszłej pracy nt. "Erasmus English". Fajnie, cieszę się.

2 komentarze:

  1. szkoda, że nic nie powiedzieliście.

    OdpowiedzUsuń
  2. hm. czuj się zaproszona w każdą środę, tak jak mówiłam niejednokrotnie - wtedy śpię u Erasmusów i zawsze jest coś smacznego do żarcia :)
    cały obiad wyszedł dość spontanicznie, decyzja zapadła w dwie godziny w trakcie rozmowy z Aleksandrą. Maryś i Marta też w środy rezydują w akademiku, więc nic dziwnego, że tam się pojawiły.

    to co - do zo w środę?

    OdpowiedzUsuń