środa, 9 czerwca 2010

125-127 Stockholm (II)

Bo chodzi o to, że we wszystkich podróżach nie miejsce czy czas się liczy, ale ludzie. Każda wycieczka może być udana, jeśli masz wokół siebie tych, z którymi czujesz się dobrze. Przyjaźń to chyba coś więcej niż rozmowy przez telefon czy miliony smsów. no, na pewno.


... Tak, Sztokholm jest naprawdę pełen miłych, bezpośrednich i otwartych ludzi. Ani przez chwilę nie czułam się tam obco i nikt - ani przez moment - nie był dla mnie niemiły. Wszyscy zaskakująco przytakujący, uśmiechnięci i życzliwi. Hurra.



... miłość - bardzo dużo dookoła par, oderwanych od rzeczywistości, wyrwanych z kontekstu par, gapiących się - jak na hollywoodzkich filmach - w zachód słońca.


... właśnie :)


Plac przed biblioteką, gdzie młodzi-bez-nadziei na "lepsze" podskakują na deskach.


Dwie Meksykanki z Mexico City (20 mln mieszkańców), które były dość zdziwione, że te wszystkie miasta w Europie są takie... małe. Dziewczyny bardzo sympatyczne, mówiące ze swoim mocnym hiszpańskim akcentem po niemiecku - bomba!


Obrazki w metro:)


Pan Strażnik, który mierzył do mnie z bagnetu, gdy przez przypadek przekroczyłam linię narysowaną na chodniku. Naprawdę przyjaźni ludzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz