wtorek, 1 czerwca 2010

119 poranki


ostatnio - od jakiegoś (dłuższego) czasu - mam okazję doświadczania momentu, gdy słońce umiera gdzieś na niebie, ale także - kiedy się budzi. Tryb (nie)spania troszkę mi tu na Litwie się przestawił, z czego raczej jestem zadowolona. To znaczy: śpię mniej niż w domu i częściej niż w domu (tak, mamuś, to możliwe:)).

Uwielbiam te noce - może to dlatego, że jest to jedyny moment prywatności w akademiku, a moze dlatego, że są po prostu piękne.

Uwielbiam to, że mogę czuć się bezpiecznie zapatulona w moją kołdrę, albo wolna, siedząc sobie na balkonie. Fajnie tak machać nogami na krześle, kiedy wszyscy śpią i słuchać budzących się do życia ptaków.

... no a do tego - to już czas mówienia sobie "do widzenia" z tymi wszystkimi *ważnymi*. Pierwsza osoba wyjeżdża juz za 8 dni i wiem, że będzie smutno i rzewnie.
no cóż, niektóre zdarzenia w naszym życiu mają określony termin ważności.

5 komentarzy: