poniedziałek, 10 maja 2010

99 powroty

Hurra, hurra!
W końcu, po ponad 10 dniach, po moim tęsknieniu i wdzychaniu...


... mój radosny niemiecki kolega, Mathias, wrócił z ROSJI!!!!:) ze swoim pozytywnym nastawieniem, z radością życia i wszechogarniającym optymizmem (wszystkie te cechy da się łątwo zauważyć na zdjęciu) wrócił i postanowił wziąć mnie na spacer po Wilnie, bo stęsknił się za tym miasteczkiem.


No i właśnie - Wilno to absolutnie nie "capital city", to raczej "capital town", szczególnie kidy wraca się z obchodów Dnia Zwycięstwa w Moskwie, z Placu Czerwonego, szczelnie wypełnionego przez ludzi, czołgi, żołnierzy, konie... ale też - wyobraźcie sobie, co musiał czuć Mathias, będąc pewnie jednym z kilku tylko Niemców tam, wśród ludzi, którzy - co jak co ale - nie są największymi fanami narodu niemieckiego. I do tego - jedyne, co Mathias umie w pełni poprawnie powiedzieć po rosyjsku to oczywiście "nie mówię po rosyjsku", na dodatek z bardzo wyrazistym akcentem niemieckim.


Na koniec naszego spaceru wdrapaliśmy się na górę-punkt widokowy niedaleko mojego akademika, usiedliśmy i sobie gadaliśmy. I wiecie, przypomniały mi się te momenty z Zielonej Góry, sprzed roku, kiedy z kawką siedziałam na zielonej ławce przy palmiarni i patrzyłam, jak niebo umiera. Strasznie to fajne.
I piosenka, którą sobie ostatnio często śpiewam z Adamem, kiedy gdzieś idziemy.

2 komentarze:

  1. Muzyczka się wkręca... Chodzi za mną cały czas od wczoraj:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a w moim przypadku - chodzi ze mną:) cały czas ją śpiewam!

    OdpowiedzUsuń