poniedziałek, 10 maja 2010

98 żarcie

Dawno nie było o jedzeniu, a przecież wiecie, że jest to jedna z moich pasji - jedzenie, pochłanianie, próbowanie, wciąganie, wsuwanie.


Zacznijmy od koreańskiej przekąski. Eunji (moja współlokatorka!!) ma na półce 14 podwójnych opakowań "Calorie balance" - wygląda to trochę ko(s)micznie, jak zapasy na wypadek inwazji tubylców czy wojny interplanetarnej. Niemniej jednak Eunji (moja współlokatorka!!) pewnego azu dała mi do spróbowania ten przysmak...


Smak serowych herbatników, wyobraźcie sobie :) naprawdę smaczne i - co zadziwiające - sycące.


Kolejna sprawa - sutlac. Poprosiłam Nagiham, moją turecką koleżankę, żeby pomogła mi przygotować jakiś deser turecki - wczoraj był to ostatni dzień z moją nauczycielką, która niedługo urodzić ślicznego, tureckiego synka. Postanowiłam więc przygotować COŚ, co byłoby miłe i do jedzenia:)


Sutlac to - ku mojemu zaskoczeniu - po prostu ryż na mleku. Banalnie proste w przygotowaniu - należy ugotować ryż na kluchę, następnie odcedzić i jeszcze raz zagotować, tym razem dosypując cukru i mleka - wg uznania. Sutlac powinien być dość gęsty. Bardzo przyjemna sprawa, polecam :)


I trzecie odkrycie - chińska restauracja na Pylimo gatve. Oczywiście, jak większość chińskich restauracji tutaj knajpka wygląda dość kiczowato i obskurnie z zewnątrz. Poszliśmy tam z Adamem i jego przyjacielem-Niemcem, Danielem. Nie mieliśmy żadnych oczekiwań i do tego byliśmy głodni, więc restauracja już na starcie miała dość dużą przewagę nad nami.


Na szczęście, okazało się, że jest tak dobra jak tania. Za 10 zł można tu zjeść zestaw składający się z zupy, dania głównego, herbaty i chińskich słodyczy - a wszystko jest naprawdę błogosławieństwem dla podniebienia!

Ja zamówiłam kurczaka, którego opis brzmiał: "soczysty i delikatny, chrupiący na zewnątrz i miękki w środku - to jest to, za czym tęsknisz!" :) i faktycznie - wreszcie moja tęsknota się zmaterializowała, przybrała formę, którą mogłam zobaczyć i poczuć:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz