wtorek, 4 maja 2010

93 temporary love

Bo widzicie, to już tylko dwa miesiące zostały, a dla części Erasmusów - tylko miesiąc. To taki moment, kiedy zdajesz sobie sprawę z wielu rzeczy, bardzo ważnych. I przede wszystkim odkrywasz, na czym bazują te wszystkie relacje międzyludzkie na wymianie.

Nie ma znaczenia, kim jesteś w normalnym życiu: osobą bardzo popularną i ekstrawertyczną czy cichą i nikomu nieznaną szarą myszką - na erasmusie nikt nie ma problemu z nawiązywaniem znajomości. Jesteś w grupie ludzi o różnych zainteresowaniach, w różnym wieku i z różnych krajów. Jedyne, co macie wspólnego to to, że jesteście obcokrajowcami i że wszyscy jesteście traktowani na uniwersytecie inaczej - lepiej niż "normalni" studenci. Macie swoje kluby, gdzie chodzicie, wszyscy mówicie w jednym języku, choć właśnie dla większości język ten jest obcym. Jesteście niby otwartą grupą, a jednak niewielu w niej "tubylców". Tak naprawdę - to strasznie hermetyczne środowisko, bo też ilu młodych Litwinów mówi po angielsku tak dobrze i swobodnie, kiedy nie musi?

I tak się razem trzymacie w tej grupie, a w grupie w grupkach. No i każdy człowiek chce mieć jakichś przyjaciół - a najlepiej o podobnym stopniu przywiązania jak ci, których się zostawiłow kraju. Więc staracie się szybko poznać i wiedzieć wszystko i szybko, omijacie te etapy nieśmiałości i niedomówień, taki przyśpieszony kurs przyjaźni. A kiedy sobie wreszcie uświadomisz, że jeszcze tylko miesiąc - wtedy to już w ogóle proces poznawczy potrafi zamknąć się w jednej sekundzie :) nie chcesz tracić czasu na żadne konwenanse - chcesz znać i podziwiać, chcesz dodać na fb, a może chcesz po prostu czuć, że jesteś popularny?

I coś zabawnego jest w tym wszystkim. Ta porażająca szczerość - bo przecież nigdy już ich nie zobaczysz, więc możesz pozwolić sobie na bycie sobą. Możesz wreszcie powiedzieć najgłębsze sekrety, ale możesz też zacząć kłamać i dobrze się przy tym bawić - Twój rozmówca nie będzie miał jak tego zweryfikować. I nie będzie nawet chciał, wszyscy tkwimy tu w takim pół-śnie.

A tak naprawdę to nie wiesz, kim oni są. Dzisiaj, w jednym opowiadaniu, przeczytałam: "z obcokrajowcami to w ogóle trudno - nie wiesz, czy jest idiota, czy tylko obcokrajowiec". Chodzi o to, że używając wciąż drugiego języka, ograniczasz swoje myśli do słów, którymi umiesz je wyrazić. Nie będziesz w pełni ironicznym sobą, jeśli Twoje zdolności językowe nie będą pozwalały Ci na cięte riposty. I nie będziesz osobą w pełni kulturalną, jeśli nie będziesz znać odpowiednich sformułowań.

I te rozpaczliwe próby zatrzymania chwil, desperackie czyny, żeby nas zapamiętano i choć raz o nas wspomniano "po".

A jeszcze ciekawsze - pary tutaj, które się miotają, które są takie zagubione. Z jednej strony - smutno, że "wielka, nieskończona miłość" skończy się już za miesiąc, więc smutek i żal w sercu. Z drugiej strony - mamy jeszcze tylko miesiąc, wykorzystajmy to, a więc przyssanie się, przysyjamczenie się do siebie. I miotają się - od smutku i łez do pełni szczęścia.

a teraz to lecę - podoświadczać tej szybkiej przyjaźni :)
------------------------------------------
a z innej beczki:
mamo, babciu, dziadku, Andrzejku, zobaczcie - tęsknię za domem!

2 komentarze:

  1. a masz zamiar dalej prowadzić bloga po erasmusie? ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. moja droga, zobaczymy - dzisiaj idąc na uniwersytet myślałam o tym, ale... zobaczymy, bo mam na to specjalny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń