sobota, 1 maja 2010

89 ... i jedno jest pewne...

... choć nie do końca nadal wiem, kim jestem i co sobą przedstawiam, wiem, że chciałabym mieszkać gdzieś, gdzie jest wielu ludzi o różnych narodowościach, punktach widzenia, stylach i przekonaniach.

Gdzieś, gdzie wspólny język to będzie właśnie ten dla wszystkich obcy - wtedy się mniej kłócisz, mniej plotkujesz, zwracasz mniej uwagi na formę, bardziej na treść (bylejakość komunikacji!), wtedy masz więcej chęci, żeby zrozumieć i poznać.

i poza tym - w mieście, gdzie wszyscy są obcy, ludzie stają się sobie bliżsi - jakoś tak.

:)
wczorajszy wieczór - taki, za jakim od dawna tęskniłam i marzyłam, taki wprost z Amsterdamu: siedzenie nad rzeką, wciąganie kalorii i gadanie. Świetna sprawa.

1 komentarz:

  1. Nie nie nie, ja protestuję i się nie zgadzam. Całkowicie zły pomysł. Czekam na lepsze pomysły.

    OdpowiedzUsuń