wtorek, 25 maja 2010

113 "final paper"

Koniec semestru, różne sposoby zaliczenia - w Polsce są to przede wszystkim testy, kartkówki, referaty i egzaminy. Prezentacje. Tutaj - najpopularniejszymi formami są: test, egzamin i... esej. Esej czyli praca na temat wybrany przez studenta, własne małe doświadczenie czy badanie opisane na 3-10 stron (w zależności od prowadzącego). kiedy o tym usłyszałam, miałam mieszane uczucia - po co tyle pisania, tyle czytania, lepiej się nauczyć na egzamin (w moim przypadku mniej czasu to by zajęło). a z drugiej strony - z taką formą zaliczenia możesz być pewien, że zaliczysz - no i masz możliwość wybrania z kursu tylko te zagadnienia, które Ciebie interesują.

W tym semestrze napisałam dwie takie prace: na mitologię celtycką i na islam. Tak się złożyło, że obie dotyczyły silnych kobiet - z Celtów pisałam o kobietach-mścicielkach, z Islamu - o sytuacji kobiet w Turcji i o kształtującym się tam ruchu feministycznym.

Po oddaniu obu "dzieł" wnioski jak poniżej:
- "final paper" jest najlepszą formą zaliczenia przedmiotu z nauk humanistycznych; przede wszystkim - jak inaczej ocenić "wiedzę" studenta na temat literatury? Pisząc o "wycinku" literatury XXwiecznej, musimy się odnieść do całości, ważna jest poglądowość pracy;
- jest to forma TWÓRCZA a nie ODTWÓRCZA - czyli nie kujesz i nie zapominasz po czasie, Ty coś TWORZYSZ;
- mając sprecyzowane zainteresowania naukowe lub sprecyzowane plany na przyszłość, możesz pisać prace z różnych przedmiotów na podobny temat, rozwijając swoją wiedzę przy pomocy różnych kontekstów;
- pisząc pracę, musisz rozumieć, co piszesz - w przeciwieństwie do egzaminu, gdzie wystarczy tylko niewyraźnie zapisać kilka haseł powiązanych ze sobą przyimkami, tłumacząc, że mało było czasu albo że stres;

... nie chodzi o to, że jestem fanką nauki (choć chyba jestem), chodzi o to, że nie widzę sensu w traceniu czasu na coś, co nigdy mi się nie przyda i co zapomnę po 2 dniach. Szczerze przyznam, że to, co wcześniej nie wydawało mi się specjalnie intrygujące - kobiety w Turcji - teraz naprawdę wydaje mi się warte spędzenia kilku dodatkowych godzin czytania o problemie. Jestem pewna, że nie byłoby tak, gdybym musiała się uczyć z książki na egzamin.

============================================
I wczoraj, w ramach robienia czegoś nowego każdego dnia, wywołana z tłumu, nieprzygotowana, gadałam o tej sytuacji kobiet przez 5 minut bez stresowania się wszystkimi oczami we mnie wpatrzonymi. Fajnie się złożyło, bo takie publiczne wystąpienie znalazło się na liście moich rzeczy do przeskoczenia.

Pierwsze sekundy były momentami zawahania, ale potem się już nie bałam i ten angielski z moich ust brzmiał też jakoś inaczej - kiedyś podbiję świat!
============================================

Co do Turczynek - wczoraj Oznar (Turczynka właśnie) i Khaled (Jordańczyk) mówili o tym, jak wyglądają małżeństwa w państwach muzłumańskich ze szczególnym nastawieniem na Turcję. I teraz, ciekawostka.

W Turcji są trzy sposoby na rozwód:
  1. sytuacja, gdy mąż chce chce się rozwieść - zazwyczaj dostaje rozwód od ręki w sadzie, jednak przed pójściem tam musi 3 razy powiedzieć żonie "talag" ("wynoś się!"), patrząc jej w twarz. Musi to być wykonane w odpowiednich odstępach czasu i rożnych miejscach. Kiedy to powie, Allah mu wybacza i mężczyzna idzie do sadu. Sędzia pyta kobietę, czy tak było i - jeśli ta potwierdzi - rozwód jest uznany za ważny. Problem w tym, że teraz Turczynki się wycwaniły i mówią, że nie było tak, że powiedział tylko dwa razy albo w złych odstępach czasu. Była nawet taka sławna sprawa, gdzie po takim zeznaniu żony mężczyzna ujawnił w sądzie 3 nagrania z nim mówiącym "talag" jako dowód. Kobieta zareagowała na to błyskawicznie: "no dobra, powiedziałeś to trzy razy, ale nie patrzyłeś mi w oczy":)
  2. sytuacja, gdy kobieta chce się rozwieść i składa pozew do sądu. W przypadku kobiet sytuacja, oczywiście, nie jest tak kolorowa - wszystko musi być dokładnie udokumentowane, a proces zabiera średnio 5 lat, podczas których kobieta prawdopodobnie nie ma gdzie mieszkać - bo z mężem nie może, bo splamiła jego honor;
  3. sytuacja, w której kobieta przekupuje męża (płaci mu sporą sumę), oboje ustalają wspólną wersję wydarzeń i dopiero wtedy mąż składa pozew i dostaje go od ręki :)
Są to trzy oficjalne (!) prawne (!!) sposoby rozwiązywania małżeństw w części krajów muzułmańskich - to znaczy w tych, w których kobieta ma prawo do życia.

=======================================================
a teraz biegnę na egzamin z litewskiego.

1 komentarz:

  1. no, ja bym chciala miec taka forme zaliczeniowa jak esej. moj mozg jest neizdolny do pamieciowki i wkuwanie nieinteresujacych definicji napawa mnie nienawiscia do zycia. natomiast lubie robic risercz i pisac...wtedy nawet w nudnym temacie mozna wynalezc jakies ciekawostki czy brudne fakciki:)

    OdpowiedzUsuń