czwartek, 22 kwietnia 2010

81 Erasmus po 3 miesiącach

DODANE PO 15 MINUTACH:
hahaha, przez przypadek ta notka wygląda prawie dokładnie tak, jak ta niedzielna. ale nie będę zmieniać, cóż:)


Wdrapałam się na najwyższe piętro najwyższego hotelu Wilna, gdzie mieści się miła restauracja. I siedziałam tam, przy oknie, patrzyłam na Wilno i tak sobie myślałam, że jeszcze tylko dwa miesiące i że naprawdę będzie mi ciężko się rozstać z tym miastem i wszystkim, co się z nim łączy. To, że tu cały czas jest ktoś obok, że mam z kim porozmawiać, z kim napić się herbaty o 2 w nocy i z kim gotować. Że co tydzień chodzę na targ po owocki i warzywka, że spotykam się z naprawdę dziwnymi i intrygującymi ludźmi, którzy mają spojrzenie na cały świat inne od wszystkich, z którymi się dotąd spotkałam. Że mogę być z każdym naprawdę szczera, bo wiadomo, że już nigdy przenigdy ich nie spotkam - co jest miłe, ale również rozdzierające serce.

I to, że uczę się tylko tych rzeczy, które mnie interesują i to, że w sumie nie muszę się uczyć, a jeśli - to tylko dlatego, że mam wewnętrzną potrzebę wiedzenia więcej.

I to, że jestem tutaj wolna, choć odpowiedzialna.

Pewnie, że są rzeczy, które mnie wnerwiają, pewnie, że zawsze można lepiej i że są także takie momenty, że mam ochotę się po prostu spakować i jechać do domu. Ale jednak, bardzo dobrze się tu czuję.

... i wiecie co? Fakt, że taksówki są tu tak boleśnie tanie (7 zł za 20 minut jazdy w nocy!) tylko mnie jeszcze bardziej wiąże z miastem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz