czwartek, 22 kwietnia 2010

80 do normy wszystko wraca

Jakaś ostatnio przemęczona się zrobiłam. Za dużo, za szybko, za byle jak. Za mało snu, za mało jakości w tym, co mnie otacza (także: jedzenie), a wiosna to jakaś zbyt deszczowa i zimna. No i powiedziałam: basta, koniec, trzeba zacząć normalnie.

... i postanowiłam dzisiaj nie wychodzić z łóżka, postanowiłam się ogarnąć. Zajęcia nie ucierpiały na tym, na szczęście.

... o 11 przyszedł do mnie Adam, sprawdzić, czy żyję. Żyłam i byłam naprawdę szczęśliwa. Czytałam mądre rzeczy w internecie, słuchałam muzyki, sprzątnęłam pokój, zrobiłam sobie na spokojnie herbatę... Kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak powinien wyglądać mój obiad, Adam przylazł znów (wiecie, musi się uczyć, niedługo ma egzamin, więc teraz nagle częściej przyłazi:)) i zaproponował...



... że weźmie ode mnie ryż i dzięki temu będę miała obiad złożony z warzyw, sosu i ryżu właśnie. Idea mi się spodobała bardzo, a nawet trochę bardziej, więc skorzystałam ze sposobności spędzenia z moim francuskim kolegą 25 minut.


... pół-faza...


... efekt :) W ten oto sposób nauczyłam się gotować kolejnego dania, które jest banalnie nietrudne w przygotowaniu, a smakuje nadzwyczajnie dobrze.

Po obiadku Adam zapytał: "To co - herbatka?". Powiedziałam, że niestety, herbatki nie posiadam. Adam na to, że on posiada i że wie, że wspaniale będzie ona pasowała do...


... nowozelandzkiej czekolady, którą mama Jasona mi przysłała:) Czekolada była moją tajemnicą i nie chciałam się nią dzielić, no ale... ech ech...

... możecie sobie tylko wyobrazić, jak smaczna była - prawdziwa mleczna czekolada, podobna do tej Cadburry, z wiórkami kokosowymi... No niesamowite doznanie, jak na razie najlepsze ze wszystkich mlecznych czekolad, które dotąd próbowałam :) HURRA!

btw. w poprzedniej notce widać ulicę, na której Jason mieszka i jedna z kamienic to właśnie ta z jego mieszkaniem w środku:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz