czwartek, 15 kwietnia 2010

75 wielkie żarcie

Dzisiejszy dzień cały poświęcony był jedzeniu. Chciałam napisać poważną notkę o moich spostrzeżeniach dotyczących wielonarodowości, jednak... obecna notka będzie bardziej interesująca i niemęcząca.

Nie miałam dziś specjalnych kulinarnych planów na wieczór, tylko tyle, by zrobić sałatkę grecką, jednak w bardzo miłej rozmowie, okazało się, że...


... ja mam warzywka, Mathias ma ser, sos pomidorowy i płaty lasagne, więc jakby to tak połączyć... :) Całość okazała się pycha i nie do porównania, mimo że była to wersja wegetariańska i z cebulą:)


Następnie poszłam do drugiej kuchni, słysząc wesołe głosy dochodzące stamtąd. Powitała mnie tam MiJin wraz z omletem cebulowym. Mimo że nie lubię omletów, jajek ani cebuli - możecie przewidzieć, że było pyszne, choć nie dałabym rady zjeść więcej niż jednego kawałka.


Następnie Sandra (z którą niedługo wybieram się w Wielką Podróż) przyniosła mi kawałek ciasta - jako podziękowanie za wsparcie w jej wycieczce do Polski.


Cały wieczór zakończył się naprawdę dobrze, choć nigdzie nie wyszłam - a dziś czwartek, wszystkie erasmusy bawią się gdzieś. Adam, który skorzystał z mojej lasagne, przygotował czekoladowe founde. Z takim towarzystwem nawet akademikowa kuchnia jest przyjemnością.


a na koniec:


... miłość!

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń