środa, 7 kwietnia 2010

67

I wróciłam do Wilna. Wiosna mnie i tutaj dopadła, co jednak mnie nie smuci.

I wiecie co - cieszę się z tego miasteczka. Cieszę się z tych ciasnych ulic, z tego braku starego miasta, z braku tramwajów i hałasu, a także z tego, że wszędzie blisko mam osoby, które są mi bliskie i na które czekałam te dwa tygodnie.

I pewnie, że tęskno za rodzinką i za kawką z ekspresu rano i MOIM łóżkiem, ale jednak - tu też nie jest źle, nawet jeśli internet na kabel, a kabel wypada.

W Wilnie tylko 62 dni w roku jest w pełni słonecznych, więc nawet odrobina promyczków popołudniu sprawia, że radość w duszy. A dziś wyglądam przez okno, chcąc sprawdzić stan chmur i na murze mojego akademika widzę wyznanie:)


I tak, nawet, jeśli deszcz i mróz - od razu jest lepiej i cieplej.

Dziś przeżywam wspaniałe chwile u boku niezwykłego mężczyzny - Dereka Shepherda z "Chirurgów" - więc, proszę państwa, żegnam:)

3 komentarze:

  1. eeej jak nie ma starego miasta? ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. no a ile jego masz? 5 minut spacerem i już je przeszłaś:)

    OdpowiedzUsuń