sobota, 27 marca 2010

55 Jurmala, Valka, Valga, Talin

Dzisiejszy post zacznie się od zagadki - co takiego poniższe zdjęcie przedstawia?:)


Tak, jak większość z Was od razu wiedziała - jest to kawałek śniegu dryfujący w lodowatym morzu. Specjalnie dla takiego widoku ;) pojechałam do Jurmali, jednego z najbardziej popularnych kurortów wakacyjnych na Łotwie. To, co tam zastałam, było dla mnie ogromną niespodzianką...


... zastałam tam bowiem WIOSNĘ! Boże, jakie to cudowne uczucie nie musieć nosić kurtki! Widoki cudowne, zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć morze w zimie (zaszczepione przez Mamę) i - powiem Wam - robi wrażenie.


... czekając na sezon.



Kolejny punkt podróży to miasto, które strasznie mnie zaintrygowało, gdy przeglądałam fora internetowe. Wyobraźcie sobie, na Łotwie leży takie miasteczko jak Valka. W Estonii zaś - Valga. Miasteczka te nie dzieli nic prócz granica państw, która przebiega przez środek dawnej Valki. Granica została ustanowiona po tym, jak Łotwa ogłosiła niepodległość w 1918 roku. Do miasteczka rościła sobie jednak prawa także Estonia, więc dwa lata później na miejsce przybył niezależny brytyjski konsul i rozpoczął badania wpływów obu państw w poszczególnych częściach Valki. Zajęło mu to trochę czasu, po czym wyznaczył, bardzo precyzyjnie, granicę pomiędzy państwami. A teraz wyobraźcie sobie, że z dnia na dzień okazuje się, że Wasza babcia mieszka w innym kraju, choć się nie przeprowadziła, a Wy i tak co tydzień u niej na obiadku jesteście:)


Dzisiaj przekraczonie granicy jest tak proste jak... jazda na rowerze :) Niestety, pięć lat temu we wszystkich punktach łączących oba miasta stali celnicy i dokonywali rewizji każdego, kto chciał przekroczyć granicę. Co jeszcze śmieszniejsze - na czas okupacji sowieckiej granica nie istniała, by po 50 latach znów się pojawić i po 15 zniknąć.


Obrazek, który mnie urzekł. Starsza pani, przystanek, płacze, deszcz. Przysiada się mężczyzna - pewnie jej syn, daje jej lizaka i się do niej przytula. Nie wiem, co się właściwie stało, ale chwyciło mnie to za serce - właśnie pewnie dlatego, że wyrwane z kontekstu życia codziennego.


Zakochana w tych polach. Estonia jest jeszcze europejska, ale już obca, finlandzka. Inne literki, inne słowa, ludzie zdystansowani. A jednak - jedzenie to samo, historia podobna. Póki co Estonia podoba mi się najbardziej ze wszystkich krajów bałtyckich.


Wreszcie Talin. Wyszłam z auta, by sprawdzić nazwę ulicy. Pierwsze kroki w mieście. Cicho, spokojnie, choć sklepy czynne, a restauracji nikt o 22 w sobotę nie zamyka (zgryźliwość w stronę Rygi i Wilna).


Ha ha ha, czy próbowaliście kiedyś afrykańskiego jedzenia? Bo ja, wyobraźcie sobie, dzisiaj właśnie spróbowałam! :):):) warto było odwiedzić Estonię, by spróbować takiego wynalazku ;P


Kuskus z jagnięciną i dziwnymi kulkami:)


Ryż duszony z marchewką z wołowiną w sosie fistaszkowym:)

smacznego!

3 komentarze:

  1. ...w sosie fistaszkowym!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, wiedziałam, Kami, że "sos fistaszkowy" Ci się spodoba!:)

    OdpowiedzUsuń