sobota, 20 marca 2010

47

Niewątpliwą atrakcją dzisiejszego dnia był wieczór z Moniką. Jest to Polka, której zagmatwane myśli, sposób postrzegania świata, osobowość i ekspresyjność bardzo mnie urzekają, a często onieśmielają:) miałam to szczęście spędzić z nią (i Mathiasem, ale to nieważne:P:P:P) wieczór w kinie.


Przed seansem postanowiłyśmy odkryć tajemniczy świat żelek, które w tamtym kinie sprzedawane są w ogromnych ilościach - raj! Nie wszystkie były dobre, część nie sprostała naszym oczekiwaniom, ale te, które sprostały - wyrównywały braki swoich ziomków.


Film, na który się wybrałyśmy, to - jak można się było spodziewać - "Alicja w Krainie Czarów". Film mnie trochę zastanowił, nadal trwam w takim pół-letargu po nim. Mimo że nie był taki typowo Burtonowski, zrobił na mnie duże wrażenie. I tak, Karolino, wydaje mi się, że mogłabyś iść na niego, choćby dla Białej Królowej.


Po powrocie zrobiliśmy ciasto. Cały dzień miałam ochotę na czekoladę, więc postanowiliśmy jakoś temu zaradzić...


... byłam ludzką wersją blendera! :)


... a to efekt naszej pracy:) Jest to sernik z rodzynkami i żurawiną przekładany murzynkiem:) serduszka lepiłam przez godzinkę!:) niestety, to w prawym górnym rogu się zapadło w serku:(

A dziś... a dziś to nauka :(
--------------------------
... i jeszcze odwiedzę Morgane!

3 komentarze:

  1. Żelkiiiiiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. czy mnie wzrok nie myli i widzę kruszonkę?! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham serniki :)
    Mógłbym być takim zapadniętym serduszkiem w serniku. :D

    OdpowiedzUsuń