środa, 17 marca 2010

44

Cóż, czas wrócić do zwykłego, szarego życia.
Zbliża się połowa semestru, więc zbliżają się też testy półroczne, a niedługo - egzamin kończący modernizm.

Wiem, że trudno Wam uwierzyć, ale tak - nawet tak znakomite osoby, jak Paulina, którym wszystko przychodzi łatwo muszą się uczyć. Jak to Paulina u siebie na blogu napisała: "tak, niestety w Wilnie też mają uniwersytet, który o sobie przypomina". Paulina ma to nieszczęście, że wybrała przedmiot o wojnie i pokoju (nad którym zastanawiałam się i ja i którego Artur był zagorzałym zwolennikiem) i teraz cierpi, czytając długie i nudne teksty i produkując kolejne zdania na esej. Ech, lucky me.


Ostatnio kilka osób zarzuciło mi, że nie piszę nic o studiach, że w sumie nie wiadomo, co ja studiuję tutaj i jakie przedmioty wybrałam, czy dużo czasu muszę na to poświęcać i czy jestem zadowolona. Odpowiadam.
Studiuję, nadal, filologię angielską:) mój plan wygląda tak:
poniedziałek (13-19.30): angielski: słownictwo, islam: pomiędzy tradycją a współczesnością, język turecki
wtorek (11-16.30): hiszpański, angielski: gramatyka (co dwa tygodnie), język litewski
środa (13-14.30 i 17.30-19.00): angielski: czytanie (ale czytamy opowiadania kanadyjskie, więc bardzo ciekawe), język turecki
czwartek (9-18.30): język litewski, ogólny angielski, mitologia celtycka, literatura modernistyczna, angielski: pisanie
piątek (9-10.30): język litewski

Najgorszym przedmiotem jest gramatyka - nuda, nuda, nuda - i właśnie z tych zajęć zdjęcie powyżej. Języki, jak to języki - bez specjalnych emocji, choć cieszę się, że znów uczę się hiszpańskiego. No dobrze, muszę przyznać, że turecki to dla mnie katorga i nie mogę zapamiętać tych dźwięków, nie rozumiem składni i nie umiem skomponować poprawnego zdania - ale o tym kiedyś indziej. Najciekawszymi zajęciami są: mitologia celtycka i czytanie, z nich chyba najwięcej wynoszę.

Jeśli chodzi o poziom angielskiego, to nie zdziwcie się, jeśli studentka drugiego roku w zadaniu domowym z gramatyki będzie miała napisane "she didn't have did it" czy jeśli słowo "stroll" to nowość dla całej grupy. Inny system nauki, myślę, że lepszy, ale o tym też kiedy indziej.

Tak, jestem zadowolona ze studiów tutaj.


Po zajęciach poszłam na kawkę z Adamem - odkryciem dnia. Jest to polski Francuz, który naprawdę ma bardzo innowacyjne spojrzenie na wiele spraw, a jednocześnie jest tak przyjemnie ironiczny, że fałdki mojego mózgu się zagęszczają. Poszliśmy do knajpki, która przykuła moją uwagę, gdy spacerowałam po dzielnicy żydowskiej. Fantastyczna, choć pełna kontrastów.

Przepraszam za skrótowość - miałam potrzebę tej notki, ale zadanie domowe z tureckiego goni i sapie i dzyszy nade mną.

1 komentarz:

  1. Śmiało mogę powiedzieć, że teraz wszystko jasne :D

    OdpowiedzUsuń