poniedziałek, 1 marca 2010

28

Bo, jak wiecie, mam w poniedziałki zajęcia, między innymi, z przedmiotu "Islam: między tradycją a nowoczesnością". Dowiaduję się co tydzień bardzo ciekawych rzeczy, na które dotąd byłam odporna. Muszę przyznać, że zajęcia prowadzone są przez pana o naprawdę ograniczonych zdolnościach interpersonalnych. Proporcjonalnie ograniczonych do jego wiedzy, a trzeba Wam wiedzieć, że jest to człowiek o wiedzy bardzo rozwiniętej.

I dziś na zajęciach zdarzył się cud - wiedza zaczęła być przez nas przyswajana płynnie i z wielkim zaangażowaniem. Cud nie dotyczył przemiany nas czy wykładowcy, ale pojawieniu się na zajęciach Khaleda (Jordania), który temat zna od podszewki. I tak oto przedmiot naprawdę zaczął realizować swoją nazwę - teoretyk, doktor, mówiący o czasach dawnych i młody Jordańczyk, sprzedający nam cenne nowości ze świata muzułmańskiego. Prawdopodobnie będą to jedne z najbardziej wartościowych zajęć tutaj.

Z anegdotek -> na zajęciach z Islamu każdy z nas musi przygotować prezentację o kolejnym rozdziale historii Islamu. Mamy w grupie jednego Hiszpana - gruby, bezstylowy, śmierdzący i łysiejący 32-latek, któy zawsze ma pytanie nie na temat w rękawie. Dziś był dzień jego prezentacji. Temat - "Sylwetka Proroka". W trakcie tych 26 minut nieciekawej przemowy o najważniejszej osobie Islamu nasz bohater podrapał się 16 razy po tyłku. niech cisza będzie tu komentarzem.

1 komentarz: