sobota, 6 lutego 2010

5

Dziś post zamieszczam troszkę szybciej, bo i dzień jest dla mnie nieco krótszy. Po pierwsze - noc była bardzo krótka - do 5 nad ranem rozmawiałyśmy z Pauliną, obgadując wszystkich ludzi na świecie, chyba:) Po drugie... no właśnie.

Dziś w planach miałam grę na orientację po mieście, na którą mężnie wstałam (mimo 4-godzinnego snu), jednak niedługo na niej wytrwałam. Temperatura -17*C była wystarczającym argumentem, by po pierwszych 32 minutach odpuścić i pójść z SueMinn na gorące kakao. Nasz wybór padł na kawiarnię i cukiernię w jednym, bardzo przytulną i ciepłą, gdzie wypieki robione są przez właścicielkę.

Kakao było zrobione na bazie sypkiego kakao do wypieków i mąki, z dodatkiem przypraw korzennych. Na taką pogodę było tym, czego nam trzeba było.

Muffinka, choć podana na obskurnym, obdrapanym talerzyku, okazała się cukierniczym siódmym niebem. Smakowała jak nic nigdy wcześniej i - nie chcę rozwiązywać zagadki, z czego byłą zrobiona.


Moja towarzyszka dezercji jest, jak każdy może zgadnąć, Koreanką. Studiuje zarządzanie, jest buddystką i uwielbia "Przyjaciół" (ciekawe, jak brzmią w koreańskim dubbingu...). Okazuje się, że mimo tak wielu kulturowych różnic (nie wiedziała, kto to jest PAPIEŻ!), mamy bardzo dużo wspólnego, więc przegadałyśmy ponad 3 godziny. Wczoraj z Pauliną stwierdziłyśmy, że najmilszymi i najbardziej życzliwymi ludźmi tutaj są Azjaci i po dzisiejszym kakao nadal to podtrzymuję, a nawet jeszcze mocniej przy tym trwam.


Kakao okazało się czasem naprawdę bajecznie spędzonym. Okazało się, że "czokole", którego mnie wczoraj nauczyła Zi (a znaczy to "czekolada""), jest w moich ustach wymawiane źle i zamiast czekolady wychodzi "chyba zaraz umrę" ;) kolejnym słówkiem-ciekawostką jest "sukkumm-tukkumm", co oznacza "słodkokwasnostkę":)

Po wyjściu z kawiarni znów napadł mnie mróz. Najlepszym sposobem na pokonanie go była wg mnie ucieczka, więc prawie cała trasę do akademika biegłam, pokonując ją prawie dwa razy szybciej. Po drodze jednak zatrzymałam się tuż przed mostem do Użupio , ponieważ...


...zobaczyłam ŚLUB!!!! Zważywszy na temperaturę, był on dla mnie dużym zaskoczeniem, jednak po chwili zobaczyłam spory tłumek na moście i....


... zobaczyłam drugi ŚLUB!!!! Tym razem ślub nie byle jaki, bo, jak dowiedziałam się od tłumku - ślub jednego z polityków:)

Most dla ślubów jest ważny, ponieważ wiążą się z nim pewne ślubne tr
adycje. Po pierwsze - pan młody nei przenosi swojej wybranki przez próg drzwi - ha, za proste - tylko przez cały most. Biorąc pod uwagę jego oblodzenie, jest to nie lada wyczyn. Na końcu mostu czekają najbliższe osoby, które jako pierwsze składają młodej parze życzenia. Następnie wszyscy na ulicy wznoszą toast i młoda para....


... przypina do mostu kłódkę ze swoimi imionami. Ma ona symbolizować nierozerwalność ich więzi:) oby!

2 komentarze:

  1. jak dla mnie to ten talerzyk ma swój urok, babeczka pięknie się na nim prezentuje. może ma tu zadziałać zasada kontrastu? ;)


    btw. męczę językoznawstwo, niby wchodzi, ale i tak pewnie trzecia poprawka :p

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe - kłódka i nierozerwalnośc małżeństwa... A wiadomo, że do każdej kłódki jest kluczyk :p

    OdpowiedzUsuń