niedziela, 7 lutego 2010

5-6

Wczoraj wieczorem została zorganizowana Erasmusowa impreza w klubie Tarantino. Wystrój klubu nawiązuje w pewnym stopniu do filmów Quentina - bannery filmowe, obraz z Umą Thurman, zdjęcia... Klub jest bardzo dobrze wygłuszony, podzielony jest na dwie sale z różną muzyką, jednak mimo nieznacznej odległości dzielącej je, spokojnie koegzystują:) w sali tanecznej - ściana z bardzo dobrymi wizualizacjami i DJ, który naprawdę dobrze radził sobie z miksowaniem:)


Z klubu wracałyśmy w piątkę taksówką, więc poczułam nagłą solidarność z sardynkami w puszce. Po prawej - kawałek (ten najlepszy!) Pauliny, dalej - nie poznacie, następna jest Illalia, jedna z Włoszek, z którymi mieszkałam na początku i moja ulubiona Holenderka, Sandra:) a tu..
Silvia, druga pokojowa Włoszka, i babki na desce rozdzielczej kierowcy:)

Wieczór zaliczam do bardzo udanych - rozmowy z ciekawymi ludźmi to to, co lubimy najbardziej:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz