piątek, 5 lutego 2010

4

Dzisiejszy dzień spędziłam bardzo towarzysko. Choć wstałam dopiero o 12 i moja motywacja do wyjścia na zewnątrz była naprawdę niepowalająca. Udało mi się to jednak i - nie żałuję. Dziś w planach był litewski i noc filmowa. Filmy okazały się niewypałem kompletnym (puszczono "działo" podobne do naszego "testosteronu"), ale to, co było wcześniej - z pewnością zapamiętam na długo.

LITEWSKI. O samym języku powiem przy innej okazji, to temat na obszerniejszą notkę, ale sam kurs okazał się przewspaniałym doświadczeniem. Przede wszystkim - zaczął się od Kazachskich czekoladek od Anar.


Były one niezwykle smaczne, a Anar zaskarbiła sobie moją dozgonną
przyjaźń na wieki. Nasza grupa nie jest duża, liczy kilkanaście osób z różnych krajów. Wszyscy mają bardzo pozytywne nastawienie, więc ich komentarze i próby podjęcia wyzwania litewskim głoskom są naprawdę przezabawne. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o poczucie humoru, to Chema (Hiszpan), który siedzi za mną, zbiera laury:)


Okazuje się, że w wymowie my, Polki, na razie przodujemy:) hip hip hurra! Nasza nauczycielka, Joanna, jest panią z werwą i choć nie mówi dobrze po angielsku, nie mamy problemu ze zrozumieniem jej. Co mnie jeszcze zaskoczyło w kursie - trwa on godzinę 45 minut i będziemy go mieć przez pierwszy tydzień prawie codziennie. Po tym tygodniu, kiedy zaczną się już prawdziwe zajęcia, możemy dalej kontynuować naukę - dwa razy w tygodniu. Oczywiście, jestem chętna!:) Kolejny smaczek kursu - dostaliśmy ZA DARMO podręczniki:) możemy po nich pis
ać i robić z nimi, co chcemy:)

Po kursie cała nasza grupa poszła do pubu, by tam poczekać na (nieudaną) noc filmową.


Niestety, 3 z 7 najciekawszych osób na zdjęciu jest zamazanych... :) Z tego towarzystwa najbardziej pasjonującymi osobami wydały mi się dwie Koreanki (Zi i EuJiin), siedzące obok mnie (filiżanka z czekoladą), następnie Pasis (Fin siedzący za filiżanką), dalej -Aran (Kazachstanka, po drugiej stronie na końcu), Pawel (Polski Białorusin), Paulina (!!!!! z nią mieszkam!!!!!) i potem Chema, którego już poznaliście:) Intrygującą postacią jest również Peter (najbliżej obiektywu po lewej) - wyegzaltowany niemiecki fotograf, który ma jakiś kompleks i usilnie stara się zdołować Paulinę, gdy ta trenuje z nim swój niemiecki:(

A teraz, drogie dzieci i dorośli, żegnamy Was my, Polki na emigracji:)

PS: Smrodliwa bohaterka poprzedniego postu wyniosła się dziś z akademika i zastąpiły ją dwie niesmrodliwe (mam nadzieję) Mołdawianki :) hurra.

4 komentarze:

  1. Aaale super! Czuję się niemal jakbym tam był.
    Domagamy się codziennych notek. Co najmniej tak obszernych jak dotychczas.
    Jak skad jest te miły chłopiec a zdjeciu nr 3 o rysach azjatyckich, który wygląda jakby chciał mi sprzedać iPhone'a za 20$ ? Jest intrygujący.

    OdpowiedzUsuń
  2. aaa czekoladki z Kazachstanu. też bym wtedy polubiła Anar :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Artur -> większość skośnookich przyjaciół jest z Korei:) jest tu też kilku Kurdów i Kazachów, ale ogólnie - Koreaaa!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. niezłe ciacho z tego Petera!

    OdpowiedzUsuń