wtorek, 23 lutego 2010

22

Pierwsza lekcja hiszpańskiego okazała się być bardzo dużym wyzwaniem. Po tak długiej prawie przypominanie sobie podstawowych słów było żenujące i doprowadzało mnie do szału. Poziom grupy jest trochę wyższy niż ten, na którym ja skończyłam (w grupie mam 2 Francuzki i 2 Włochów - bardzo podobne języki do hiszpańskiego), ale wiem, że po tych 5 miesiącach będę silna i odważna.

Lekcja litewskiego zakończyła się bardzo pozytywnym akcentem dzisiaj. Przede wszystkim - ku mojej rozpaczy - posadzono przy mnie Petrukasa (tego od "Ubung"). Zmieniłam o nim moje zdanie - był bardzo miły i uprzejmy. Na koniec zajęć wręczył mi bombonierkę z okazji swoich urodzin:) obwieściłam to reszcie i zaśpiewaliśmy mu "Sto lat" po litewsku:)



Kiedy wróciłam do akademika, usłyszałam dochodzące z kuchni podekscytowane głosy... Szybko ruszyłam w poszukiwaniu nowostek i...


... w kuchni Erasmusi świętowali wczorajsze urodziny MiJin (po prawej) :) MiJin skończyła 25 lat, jednak wg tradycji koreańskiej - 26 lat. W Korei wierzą, że życie zaczyna się już w brzuchu, kiedy jest się małym, bezmyślnym płodem.
Sandra (po lewej) przygotowała dla solenizantki mały torcik...


Był to tort o bardzo niecodziennym smaku - syrop klonowy na wierzchu, biszkopt przekładany czekoladową mazią, bita śmietana i żurawina... mniaaam...


Wśród powszechnej radości Son Ik przyniósł dla każdego narodowy prezent Korei - mikro skarpetki szczęścia. Nie był w stanie dokładnie mi wytłumaczyć, czemu koreański prezent to akurat skarpetunie, ale wiadomo, że ich większe wersje wiesza się na oknie, żeby odstraszały złe moce:)


Różne sposoby jedzenia tortu... :)


Na koniec wszyscy "strzeliliśmy" sobie focię:) Rząd na górze - Polacy (od lewej: Kinga, Justyna - moja współlokatorka, Monika, Paweł), niżej ja, MiJin i Son Ik, a najniżej Sandra i Zi:)

------------------------------------------------------------------------
Postanowiliśmy sobie urozmaicić nasze akademikowe życie i... od dzisiaj ruszyła gra "My Dormitory Angel" ("Mój akademikowy anioł"). Zasady trochę jak "pomocna dłoń" - nikt Ciebie ma nie widzieć i nie wiedzieć o Tobie, a jednak masz osobę, o którą dbasz i o której dobry humor zabiegasz. Każdy uczestnik gry jest aniołem i ma anioła (wybó drogą losowania:P). Zabawa będzie trwałą 2 tygodnie, mam nadzieję, że mój anioł będzie anielski:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz