sobota, 20 lutego 2010

20

Dziś niedziela, jedyna niedziela w akademickim roku, która otoczona jest poniedziałkami. Ponieważ dawno nie miałam wolnego, postanowiłam, że ten dzień będzie szczególny – że nigdzie się nie ruszę, będę siedziała w dresie na łóżku i oglądała „Przyjaciół”, od czasu do czasu odrabiając zadanie:)

Kiedy jednak otworzyłam oczy, moja motywacja do pozostania w łóżku skutecznie spadła – piękne słońce, piękne światło, piękne zdjęcia. Rzadko się zdarza, żeby – nie będąc spóźnioną – wyjście z łóżka zajęło mi mniej niż 15 minut, jednak cudownie wiosenna pogoda pomaga w najgorszych chwilach. Wzięłam aparat i ruszyłam przed siebie. A przede mną – góra zamkowa, góra Trzech Krzyży i katedra.

Przez witraż jednego z kościołów zajrzałam do środka. Lubię ten spokój mszy świętych. Nawet tych ortodoksyjnego kościoła, o których jeszcze nie wspominałam:)





Pierwszym punktem mojej wycieczki była archikatedra śś. Stanisława i Władysława. Jak sama nazwa wskazuje, nie jest to miejsce byle jakie, jednak jego wygląd nijak nie przypomina kościoła. Możliwe, że właśnie dlatego w czasie okupacji sowieckiej archikatedra pełniła rolę magazynu. Po drugiej wojnie z kolei magazyn zamienił się w salę koncertową i galerię. Tak czy inaczej - budynek przypomina bardziej pałac niż kościół.


Na przykościelnym placu znajduje się dzwonnica katedralna (57 metrów), która dawniej stanowiła wieżę obronną. W lecie można się na nią wdrapać, więc czekam i czekam do lata. Jeśli chodzi o sam plac - niegdyś rósł tu dębowy gaj, w którym płonął święty ogień Perkuna.


Jak już wspomniałam, nie bez powodu archikatedra używana była jako magazyn lub sala koncertowa. Tak naprawdę wnętrze kościoła przypomina bardziej wielką halę lub salę wykładową niż dom modlitwy.



Widok z góry zamkowej i góry Trzech Krzyży. Wilno to miasto wielkich kontrastów i absurdów, na co z pewnością w przyszłości poświęcę całą jedną notkę. Tu jednak zamieszczam dwa przykłady bałaganu i uroku architektonicznego Wilna - mieszanina różnych wyznań, pałaców, bloków, dawnego stylu życia z nowoczesnym...


W drodze na górę Trzech Krzyży. Wiosna w Wilnie już niedługo, a zwiastują ją wszechobecne roztopy. Kałuże po kostki, samochody ochlapujące przechodniów, ściekanie śniegu z dachów... A najbardziej dziwi mnie fakt, że w ciągu tygodnia pogoda zmieniła się diametralnie - z prawdziwych ujemnych temperatur do +1*C dzisiaj.


Droga na górę Trzech Krzyży okazała się nie lada wyzwaniem. Leśna trasa wytyczona schodami w pogodę taką jak dzisiejsza okazała się wyczynem i przygodą. Mimo że liczba schodów nie była powalająca, wdrapanie się na górę zajęło mi dużo ponad 30 minut. Na miejscu czekał na mnie radosny, śnieżny przyjaciel i wspomniane Trzy Krzyże - symbol Wilna. Drewniane krzyże stanęły w tym miejscu w średniowieczu dla upamiętnienia franciszkańskich zakonników zamordowanych przez tłum. W XIX wieku krzyże zawaliły się, a władze carskie nie zezwoliły na odbudowę. Odbudowano je w 1916, jednak 40 lat później władze sowieckie wysadziły je w powietrze. Obecne krzyże zostały umieszczone na górze miesiąc przed moimi narodzinami, więc wróżę im dłuugie życie:)



Dom stojący przy jednej z głównych ulic Wilna. Początkowo zaskoczyło mnie popiersie "dekorujące" trawnik. Po chwili jednak dowiedziałam się, że jest to jedna z niewielu pozostałości po wnętrzu domu - trzy dni temu wszystko spaliło się z powodu niezgaszonej świeczki...


Dzień zakończyłam na pizzy, najdziwniejszej jaką kiedykolwiek jadłam.

-------------------------------------------------------------------------
Z anegdotek.

Australijski kolega, Jason, studiuje finanse i bankowość. Poniedziałki zaczyna od makroekonomii prowadzonej przez znanego i szanowanego znawcy tematu, więc już w piątek był tym faktem dość podekscytowany. Wyobraźcie sobie, jakie musiało być jego zdziwienie, kiedy wykład okazał się być prowadzony przez młodziutką, doskonale mówiącą po angielsku, drobną blondynkę (pewnie pani doktor). Po wykładzie podszedł do niej po podpis potwierdzający wpisanie na przedmiot. W rubryce "nazwisko" widniało, wiadomo, nazwisko szanowanego profesora.

wykładowczyni: Wydaje mi się, że tu jest błąd...
Jason: Czyli ten przedmiot nie jest prowadzony przez prof. XX?
w:
Właściwie prof. XX nie żyje, zmarł w grudniu
J:
(ze zdziwieniem na twarzy): O mój boże, to straszne!
w: Niebardzo. Nurkował bez żadnego przygotowania. Tak czy inaczej - popraw błąd.

Bezceremonialnie - to przysłówek na dziś.

5 komentarzy:

  1. Ci ludzie od Ekonomii to mają poczucie humoru...
    W Polsce też:

    http://tinyurl.com/yj599es

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym wstawaniem to naprawdę niezwykłe. :)
    A i pizza godna poranka.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Życie byłoby miłe, gdyby wszystko było słodkie. I sama sól jest gorzka, ale trochę soli do potrawy nadaje smak. Trudności są solą życia." Bi-Pi

    W Dniu Myśli Braterskiej :)
    tusia

    OdpowiedzUsuń
  4. Marta -> no właśnie nie! pizza bez sera, pieczarek, za to z jakims dziwnym sosem oliwno-mietowo-smietanowym :P

    OdpowiedzUsuń