piątek, 19 lutego 2010

18

Podjęłam wyzwanie języka litewskiego, wobec czego musiałam pożegnać wizję bardzo długich weekendów. Może dobrze - nie będę gnić w łóżku i marnieć w samotności, może źle - będę taka przemęczona;), jednak nie ma się co nad tym dalej zastanawiać. Mimo poważnych zawahań nastroju i wiary we własne możliwości, wstałam o 7.25 i już po 3 godzinach byłam po zajęciach. Nie oznaczało to jednak czasu w pełni wolnego - wraz z Pauliną odwiedziłyśmy dziś Targi Książki, gubiłyśmy się w autobusach, krążyłyśmy po ulicach, przez co dopiero o 18 dotarłyśmy do akademika. Wpół rozodziane z szalików i kurtek, w pełni za to głodne, pobiegłyśmy do...



... kuchni przygotować coś szybkiego do zjedzenia. Przy tej okazji chciałabym zadedykować tę notkę mojej Mamie i gorąco ją pozdrowić;)


Kuchnie na naszym piętrze są dwie i wobec tego dzielimy je z resztą studentów. Zwykle korzystamy z innej, ale ponieważ Mathias i Thomas zwykle o tej porze gotują kolację, bałyśmy się, że nie będzie dla nas miejsca. W wybranej przez nas kuchni spotkałyśmy MiJin i Sandrę (Holandia), które także przygotowywały coś pysznego.


Specjalnie dla Mamy:)


Po prawej mój makaron;) po lewej - nikt nie wie, co to i czyje to, po prostu stoi i dojrzewa.


Dwa marchewkowe garnki to początkowe stadium narodowej potrawy Holendrów - Stamppot Hutspot, o której będzie później:) dzieło na patelni to "smak lat dziecięcych" Pauliny - a było to dzieciństwo pełne papryki i cebuli, musicie wiedzieć... :)



MiJin z kolei przygotowywała kolejną porcję ogórków kiszonych. Muszę przyznać, że były one znakomite i tym samym obalić mit, że ogórki takie dostępne są tylko w Polsce!



Lodówek jest wystarczająca ilość, a to, co bardziej cenne, i tak stoi na parapetach pokoi:) Bo, niestety...


"Nie pozwólcie, by Wasze jedzenie się psuło lub chociaż zabierzcie je z lodówki. Po pierwsze - w ten sposób się ono marnuje, po drugie - lodówka naprawdę CUCHNIE . Dziękuję. PS: Do tego, kto ukradł mój widelec i łyżkę - mam nadzieję, że połamałeś sobie na nich zęby" ... Tak naprawdę - lodówka w akademiku pełna jest niespodzianek, zniknięć, zaginięć i zepsucia. Nie warto też zostawiać czegokolwiek na pastwę losu - bo niekoniecznie to los musi się pastwić:)



Ogórki, które w bardzo niedalekiej przyszłości będą kiszonymi. Te po prawej - ideał, do którego te po lewej dążą...


SoNi i MiJin zachwalający swoje produkty:)


Po dwudziestu minutach danie przygotowywane przez Sandrę było gotowe. Ponieważ było go wyjątkowo dużo, usiedliśmy wszyscy do małego stolika, żeby objeść Sandrę.


Choć niekoniecznie smacznie i zachęcająco ta mamałyga wygląda, muszę przyznać, że warta była ryzyka. Składają się na nią: puree ziemniaczane, marchewki, CEBULA i mięsko. Naprawdę łatwe w przygotowaniu i jakże smaczne!:)

Jutro -> najpierw słownictwo (część składowa kursu angielskiego), potem Islam w Europie, a potem... sekret!

------------------------------------------------------
DODANE PO 10 MINUTACH:


szyldy, które powalają z tęsknoty!
z pozdrowieniami dla dredpanny!:)

2 komentarze:

  1. no ładnie. wychodzi na to, że na kolację wciągam paprykę z cebulą :D

    Zdecydowanie domagam się zdjęć, które osobiście (SAMA!) zrobiłam na targach!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie za gotowanie należy Ci się 5+ moja panno:). Wszystko książkowo.
    A co do błądzenia, to przecież dzięki temu odkrywa się najwspanialsze miejsca w mieście, o których rzadko wspomina się w przewodnikach.

    Oby dalsze podboje, tak kulinarne jak turystyczne nadal były tak udane. :)

    OdpowiedzUsuń