środa, 17 lutego 2010

16

Nigdy nie przypuszczałabym, że w wieku 21 lat zabawa w chowanego znów będzie mnie bawiła. Okazuje się jednak, że niektórych rzeczy kompletnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć i - nieco zmodernizowana wersja tej popularnej zabawy do nich należy.

Dziś, jak wiecie, był mój wielki dzień - pierwsze zderzenie z wileńską edukacją. Wszystko było pięknie - zajęcia na 13, nieśpiesznie i leniwie wyszłam z łóżka o 10, przygotowałam sobie obiadową sałatkę i wolnym krokiem ruszyłam na uniwersytet. Ten spokój był tylko pozorny - w środku kotłowały się różne emocje w mniejszym lub większym stopniu związane z moim angielskim.

Niestety, kiedy dotarłam do mojej uczelni, okazało się, że nie mam zielonego pojęcia, gdzie sala A8 się mieści. Każda napotkana osoba kierowała nas w inną stronę, nawet sekretarka Instytutu Filologii Angielskiej wskazała nam złe drzwi. w ten sposób minęłam powyższy korytarz 9 razy.

Trzeba Wam wiedzieć, że w Wilnie sale nie są nazwane wg jakiegoś logicznego porządku. Sala A8 nie musi wcale być tam, gdzie sale A6 i A5. Co więcej, sala 105 może być na jednym piętrze, a 106 - na innym, w zupełnie innym skrzydle budynku. Momentami czułam się jak w Hogwarcie - ach, te znikające komnaty...

Choć nazwy i numery sal związane są z historią i tradycjami, co niewątpliwie może budzić podziw, myślę, że powinien istnieć jakiś logiczny ich porządek. Najgorsze jednak jest to, że w całym budynku nie spotkałam jeszcze żadnej osoby, która DOKŁADNIE i ZAWSZE umiałaby mnie pokierować. Nawet jeśli chodzi o przemieszczanie się pomiędzy sekretariatami instytutów - ich pracownicy nie wiedzą, gdzie inne się znajdują (wielokrotnie sprawdzone)!

W końcu z pomocą przyszła nam spotkana w bibliotece dziewczyna. Okazało się, że A8 jest niedaleko innych "A", jednak ukryta jest we wnęce w ścianie - takiej idealnej na toalety. Co więcej - na drzwiach nie ma numeru ani nazwy. Muszę przyznać, że tę rozgrywkę chowanego wygrała ta właśnie sala:)

A poniżej - swojski akcent z tak często przemierzanego przeze mnie korytarza.


Adasia jest w Wilnie dużo, niekoniecznie jednak w wersji polskiej:)

6 komentarzy:

  1. Spokojnie jutro to Ty będziesz górą.
    Powodzenia w dalszych zmaganiach w chowanego. :)

    Ps. A taki Adaś to dobry sprzymierzeniec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam tak samo jak w Polsce każdy pewnie uważą, że Adaś jest Nasz! i to w 100% Nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. no właśnie nie. Uważają, że to, że pisał po polsku część dzieł o niczym nie świadczy, bo pisał o Litwie, czyli jego serce było litewskie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. każdemu się może zdarzyć, że mu się wymsknie, zamiast "Litwo/Polsko ojczyzno moja"...
    Może jeszcze powiedzą, zę Małysz też ma korzenie litewskie, bo ma na imie Adam?!
    Zabawne... Na Polskiej Wikipedii jest napisane, że Mickiewicz był Polskim Poetą. Na Litewskiej, że zdecydowanie Litewskim, a na Angielskiej, że był Polsko-Litewskim (w tej kolejności) poeotą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Absolutnie nie nadążam za Twoimi postami ! Musze to wszystko w końcu przeczytać !

    OdpowiedzUsuń
  6. J. - musisz! koniecznie! a ja Twoje, ale tu tak mało czasu na internet...:)

    Artur - żyjemy w iluzji:)

    OdpowiedzUsuń