wtorek, 16 lutego 2010

14

Dziś wybrałam się na małą wycieczkę po Wilnie. Małą, bo Wilno rozmiarami nie grzeszy. Dziś, naczytawszy się przewodnika, postanowiłam poznać historię Wileńskich Żydów - doznania były momentami zbyt mocne.


Przede wszystkim - wileńska dzielnica Żydowska różni się diametralnie od tych w Krakowie, Amsterdamie, Cordobie. Nie tętni życiem, jest brudna, zniszczona i brzydka. Jest dobrym odzwierciedleniem swojej historii. Muszę przyznać, że po przejściu jej całej wzdłuż i wszerz, zobaczyłam tylko trzy miejsca, które nadają się na pocztówkę. I sto, które nadają się na bloga.

Tak, to jest drugie miejsce, które może być sfotografowane przez amatora piękna. Oba - ulica i dom - znajdują się u wejścia do dzielnicy - są zadbane i odrestaurowane. Jednak - im dalej w las, tym więcej butelek.


Koniec odrestaurowanej części i początek prawdziwej.


Dzielnica żydowska to miejsce, które podczas niemieckiej okupacji zostało zmienione w żydowskie getto. Jego granice wyznaczało kilka ulic, w obrębie których zostało zamkniętych 40 tysięcy Żydów. W 1941 roku wszyscy zostali rozstrzelani.


Główny plac getta, właściwie jego centrum. Dalej nie jest lepiej.


Część budynków od tamtego czasu nie jest zamieszkałych - stoją i straszą.


Na niektórych ścian widnieją jeszcze hebrajskie napisy. Część z nich jest zamalowywana, jednak napisy i tak przebijają, w niektórych miejscach nawet spod trzeciej czy czwartej warstwy.


Do drugiej wojny światowej Wilno było nazywane "litewską Jeruzolimą" - na jego terenie mieściło się ponad 100 synagog, które - jak nietrudno się domyślić w związku z użytym czasem przeszłym - podczas II wojny światowej zostały doszczętnie zniszczone. Przetrwała tylko jedna, o której w innej notce. Na zdjęciu powyżej - przedszkole wybudowane na gruzowisku po dawnej, bardzo ważnej synagodze. Przedszkole - a wygląda jak szpita; psychiatryczny.


... Co prawda nie był to koniec mojego dnia - zobaczyłam jeszcze kilka kościołów, zostałam zamknięta na mszy ortodoksyjnego kościoła rosyjskiego, spróbowałam kazachskiego i kurdyjskiego jedzenia, ale te rzeczy jakoś tutaj nie pasują.
przepraszam za powagę.

8 komentarzy:

  1. Chętnie przeszłabym się tymi uliczkami. To musi być bardzo interesujące miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fascynujący i poruszający obraz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Taak bardzo ciekawy, chyba będę tu częściej zaglądać :) Cmoczki!

    OdpowiedzUsuń
  4. tak się zaczytałam, że aż mi aukcja na alegro przeszła koło nosa..żżż..

    OdpowiedzUsuń
  5. :* jesteś czytelnikiem godnym podziwu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylwio,
    Nie wiedziałem, że czytanie bloga może być tak absorbującym zajęciem. Świetny styl i język. Słowem - podoba mi się.
    Pozdrawiam ciepło,
    Tobajasz;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tobajasz, kocham Cię:P
    cieszę się, że mój skromny blożek nie razi Twojego językowego puryzmu:)
    wpadaj do Wilna!

    OdpowiedzUsuń
  8. יבני זונות !!
    אתם הייתם חארות וחארות נשארתם !
    מדינה של אנטישמיים - כלבים בני כלבים
    מה שעשיתם ליהודים יגרום לכם להיות עניים ומסכנים לכל החיים.
    חארות

    OdpowiedzUsuń