sobota, 13 lutego 2010

12 part II

tak tak, musiałam podzielić notkę na dwie części, bo Blogspot - mimo wielu swych atutów - ma jednak fatalny system edytowania postów.

Ale kontynuując...

Po pysznym obiadku, wyruszyliśmy podbijać miasteczko. Po dwóch godzinach chodzenia w tę i z powrotem, zgodnie uznaliśmy, że Troki to miasteczko pełne sprzeczności i ciekawostek...
... chatka chatynka, a przed nią (mimo że naprawdę jest to PRYWATNY dom) lodówka Coca-Coli...



... dom, przy którym jego kolega z "Psychopaty" nie ma nic do gadania....



... koty o niezwykłej osobowości...



... babuszka odśnieżająca balkon...



... przerażający dom o bramce zachęcająco uchylonej.
Wszystko to złożyło się na bardzo korzystny, choć przerażający obraz Troków. Muszę przyznać, że - przynajmniej zimą - panuje tu niepowtarzalna atmosfera. Nikt nie złości się, że robię zdjęcia, każda spotkana osoba mówiła zarówno po polsku jak i po litewsku, a poszczególne grupy etniczne żyją wspólnie, choć nie razem. Najciekawszy jest jednak stosunek Litwinów do Karaimów (pochodzących z Krymu) - Litwini, szczególnie starsi, nie kryją niechęci do przybyszów, nazywając ich po prostu "śmieciami"...



Nasz powrót okazał się trochę bardziej skomplikowany - w drodze do domu, wysiedliśmy na jednym z przystanków, by obejrzeć pewną malowniczą wioseczkę i... okazało się, że autobusy wcale tak często przez nią nie jeżdżą. Na szczęście "z pomocą" przyszedł nam (niewidomy) pan, który zabawił nas rozmową i poczęstował herbatą. Czas minął szybciutko:) przynajmniej mnie, bo Pan mówił mieszaniną języków polskiego, litewskiego, rosyjskiego i.... :)

i tak oto dotarliśmy do końca niekończącej się notki. Choć nie wszystko w niej zawarłam, myślę, że moje najważniejsze wrażenia zostały tu uwiecznione.

PS: to już jutro -> Swinis Todas!

2 komentarze:

  1. Szczerze powiedziawszy bardziej zdziwiłbym sie, gdyby gdzieś lodówki Coca-Coli nie było... W końcu Coca-Cola jest wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne te kociaki :D

    OdpowiedzUsuń