sobota, 30 stycznia 2010

2

Walizka stoi już prawie pełna, co chwilę coś do niej dokładam, ledwo się domknie pewnie. Każdemu gadżetowi wkładanemu do walizki towarzyszy tona prawie-łez, robi się trochę smutno i sentymentalnie. Ale też...

Narastająca ekscytacja! Ta podróż, to miasto, nowi ludzie, nowe smaki, nowy język... hurra!

odnośnie nowych smaków - mój luby ugotował mi pożegnalną kolację, na którą składała się...

pieczona papryka nadziewana ryżem i mięskiem... Choć nie lubię papryk, muszę przyznać, że ta była pyyszna.

Pieniądze wymienione, zakupy zrobione, część przyjaciół pożegnana... to wracam się pakować:)

4 komentarze:

  1. Hej, hej ale będziesz mieć studia w języku angielskim tak ?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No jestem pod wrażeniem, że facet umie zrobić paprykę nadziewaną. Szacun.

    OdpowiedzUsuń
  3. J. -> tak, w języku angielskim prócz lektoratów z hiszpańskiego i litewskiego, je będę miała w językach wiadomych:)

    katttka -> och, mój Karol potrafi róóóóżne cuda wyczyniać:) tak naprawdę - to on mnie uczy gotować, niestety nie na odwrót!:(

    OdpowiedzUsuń